Brick Lane / East London

W zeszłą niedzielę postanowiłam zrobić sobie przerwę od uczelnianego szaleństwa (koniec semestru) i spotkałam się z Martą na spokojnym spacerze po Brick Lane. Pogoda nie była może zachwycająca, ale nie przeszkadzało to nam specjalnie. Targ kwiatowy jest obłędny, polecam, jeśli będziecie w okolicy. Jest głośno, sprzedawcy przekrzykują się próbując zachęcić klientów, kolory przyprawiają o zawrót głowy, atmosfera jest wyjątkowa. Po obu stronach ulicy znajdują się malutkie sklepiki, jeśli lubicie klimaty vintage, to odnajdziecie się tam doskonale. Był taki płaszcz YSL w jednej z witryn… za jedyne 500 funtów. Second-hand w najlepszym wydaniu. Poniżej kilka zdjęć z tej leniwej niedzieli. Po spacerze i grzanym winie wylądowałam jeszcze na obiedzie u Surabhi, a na koniec na wieczornej salsie – więcej takich niedziel poproszę :)

Last Sunday I decided to take a break from the uni craziness (end-of-term-madness, to be precise) and met for a chilled walk in Brick Lane with M. Even though the weather wasn’t at its best (what would you expect from England, one could ask, but to be honest, the weather here is really pleasant most of the time, it’s much warmer than back home in Poland, it’s sunny and bright, it’s just that you never know when a cloudy day comes and then true, it’s real gloom…), we enjoyed the time a lot. I can definitely recommend the flower market, it’s absolutely stunning, you can get all kinds of flowers and other plants, this weekend there were also beautiful Christmas trees (though they were so expensive!), the colours are almost distorting your vision, the sellers are shouting and singing and doing everything to attract the visitors, the atmosphere is definitely unique and worth making the trip. There are also little private shops on both sides of the street, and if you like vintage style, you’re going to love the place. I’m not going to elaborate on the Yves Saint Laurent coat we saw in one of the second-hand boutiques for the oh-well-that’s-nothing price of 500 pounds (I know, it really is nothing for YSL, but let me remind you, I’m a student with a loan to pay back).
Below are some photos from this relaxed (and relaxing) time on Sunday, a very good day overall, with dinner at Surabhi’s place, finished with a salsa review evening.









Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s