Georgia & Armenia / 1

Podróżowanie, wbrew pozorom, nie zawsze jest czynnością dynamiczną. Ba, ile w podróży jest dziwnego zawieszenia, zatrzymania, znudzonego przekładania nogi na nogę, stania, wypatrywania.. Podróż uczy cierpliwości. Pobudka o 3:30 w nocy, żeby wyjechać z domu piętnaście minut później. Pusty, śpiący Gdańsk. Ma się wrażenie, że nieliczne samochody na ulicach zmierzają w jednym tylko kierunku – na lotnisko. Tam też niewiele się dzieje. Szybko pozbywam się zafoliowanego plecaka i od 4:15 wegetuję. Po chwili dzwoni M., pytając, czy już wstałam. Dobry żart, czuję się, jakbym nie spała już od dobrych kilku godzin. Kiedy ja idę się skanować i prześwietlać, panowie ładują się do Polskiego Busa kilkanaście kilometrów dalej. Wszystko zgodnie z planem. Cudem nie zasypiam czekając na boarding, ale od razu po zajęciu swojego miejsca zapadam w drzemkę. Cóż to była za drzemka… trasa Gdańsk-Warszawa wygląda tak, że na spanie jest niecałe dziesięć minut po starcie, potem człowieka brutalnie budzą podsuwane pod nos krakersy (tudzież batony, kto to je o 6:00 rano?), a po kilku gryzach zaczynają się turbulencje i lądowanie. Nic to. Przed 7:00, już z odebranym plecakiem, zaczęłąm się rozglądać za przechowalnią bagażu. Następny samolot dopiero o 15:00, M. i Mi. mieli przyjechać do stolicy dopiero za kilka godzin, coś trzeba ze sobą zrobić. No właśnie… może i trzeba, ale lotnisko Chopina tego nie ułatwia. Czekała mnie bardzo niemiła niespodzianka – okazało się, że… przechowalni bagażu nie ma. Owszem, są tablice informujące o przechowalniach, ale takowych nie ma. Odwiedziłam dwa punkty informacyjne – w jednym zostałam poinformowana o braku przechowalni, w drugim, jak już do mnie dotarło znaczenie tej wiadomości, zrobiłam awanturę. Na moje „jak pani sobie wyobraża osiem godzin koczowania tu – jak mam iść do toalety – zostawić zafoliowany bagaż i czekać, aż zgarnie mnie ochrona, bo być może w moim plecaku jest bomba?” usłyszałam „nie wiem”, podobnie jak na niemal każde zadane pytanie. Szkoda nerwów, stwierdziłam, że to świetna okazja, żeby przypomnieć sobie co nieco z kursu medytacji i… poćwiczyć cierpliwość. Przecież mówiłam, że podróżowanie uczy cierpliwości.

Travelling is not always as dynamic as one could think. There is a lot of stopping, waiting, contemplating and simply being bored. Bored as hell. Travelling is an excellent lesson of patience, which I could experience when we started our trip. I had to wake up at 3:30 am to leave home fifteen minutes later. I don’t think I need to comment on that. The streets of Gdańsk are unusually empty and it feels like the few cars I see are all going in the same direction – to the airport, which, actually, is also empty. After a quick check-in I got rid of my backpack and from 4:15 was wandering around the main hall. After a moment I got a call from M. asking whether I had already woken up. Good joke… it felt like I didn’t go to sleep at all to be honest. It’s a miracle that I didn’t fall asleep waiting for boarding. I wanted to take a nap on the flight but that’s impossible when ten minutes after taking off one is given some snacks and after a few bites the turbulences and landing begin. Not fun. Anyway… before 7:00 am I was already at the Warsaw airport looking for luggage storage. Ooops, there is no such storage at the Chopin airport. Yes. No. Luggage. Storage. At the Polish capital airport. In the first information point I was told that, in the second I had an argument with the staff. But then I decided it was pointless to argue and it would be better to use some of the meditation skills from the workshop in London :). So as I said, travelling gives you a good lesson of patience.

Po zapoznaniu się z przemiłym Amerykaninem i zakupieniu gazety czekanie stało się trochę bardziej znośne. Nie zmienia to faktu, że przez kilka godzin marzeniem numer jeden była choć niewielka poduszka i możliwość snu. Około 13:00 przybyli M. i Mi. i od razu zrobiło się weselej. Zresztą, trzeba było poważyć plecaki (strach się bać), zdać bagaż (uwaga na panią w punkcie Air Baltic, plecak, ważący regulaminowe 20 kg, położyła na tacę, waga pokazała 23 kg, a pani próbowała nam wmówić, że za to należy się dopłata)… i znów skanowanie-prześwietlanie. Wszystko bezproblemowo, wsiadamy do samolotu do Rygi.

I met a nice American guy and bought a magazine so the waiting was less painful. Still, I was craving a pillow and some sleep all the time. Around 1:00 pm M. and Mi. arrived which cheered me up. We had to weight our backpacks (oh the tension..) and do the check-in, but there were no problems (except for the Air Baltic staff which put our backpacks on a tray which added three extra kilograms to each backpack so the lady was trying to make us pay for the „excess” weight.. of course we didn’t do that).

Jak widać poniżej, wszystkim zamykały się oczy – tu już po wylądowaniu w Rydze, mieliśmy chyba siedem godzin do następnego samolotu, więc opuściliśmy lotnisko i postanowiliśmy zobaczyć miasto. Niektórym bardzo się spieszyło do zdjęcia górskich butów i wskoczenia w sandały ;)

We were all very tired when we landed in Riga but as we had seven hours till our next flight we decided to leave the airport and go see the city. But before that we changed from trekking boots to sandals – so much better.


Do centrum z lotniska bardzo łatwo dostać się autobusem (0,5 łatów za bilet w kiosku, przy kursie w kantorze na lotnisku to ok. 3,5 zł; 40 minut). Warto! Ryga jest bardzo ciekawa, mnie architekturalny eklektyzm powalił na kolana. Niby wszystko jest z innej bajki, ale… pasuje idealnie. Tu neoklasycyzm, tam secesja, jeszcze gdzie indziej masywne socjalistyczne gmachy. Zanim jednak zaczęły się zachwyty architekturą, poszliśmy zjeść… i dostaliśmy rachunek w piórniku. Urocze.

It’s really easy to get to the center from the airport (0,5 lat for one ticket, it’s c. 0,9 euro and takes 40 minutes) and is really worth it. Riga is intriguing and beautiful, the architecure is very eclectic but somehow everything works together perfectly. But before we went sightseeing we went to eat… and got the bill in a pen case :)


Potem już długie spacerowanie, łapanie światła i zachwyt kulturą spędzania czasu. Na każdym placu kawiarnie, restauracje, wszelkie inne posiadówkowe miejsca – i wszędzie muzyka na żywo. Fantastyczna atmosfera, widać, że nie tylko turyści zapełniają te miejsca, że ludzie lubią się spotykać i spędzać wspólnie czas.

Then we were just walking around, catching the sun and admiring the way people spend their free time. On each square there are cafes and restaurants where you get to hear live music. It feels great and you can tell it’s not only tourists who fill the cafes.





Woda! Woda w samym centrum! Wspaniałe miasto :)

Water right in the city center! Absolutely loved that.




Nastał jednak koniec tej sielanki, trzeba było wracać na lotnisko, w końcu to nie Ryga była naszym głównym celem. Szybka kontrola, już bez bagażu, który, jak mieliśmy nadzieję, był w dobrych rękach. Tym razem duuuży samolot. Tutaj mała wskazówka/rada dla osób zamierzających lecieć liniami Air Baltic po raz pierwszy – najlepiej kupować bilet bezpośrednio u przewoźnika (np. on-line) i od razu wybrać opcję bagażu głównego i za niego zapłacić (20 euro za sztukę). Air Baltic to coś pomiędzy tanimi a regularnymi liniami, cena bagażu nie jest wliczona w pierwotną cenę biletu (ale mają loty przesiadkowe, w przeciwieństwie do innych tanich linii; my nie musieliśmy się martwić o odbieranie i ponowne nadawanie bagażu). Jeśli nie kupimy bagażu on-line, czeka nas dopłata w wysokości 30 euro na lotnisku – spotkaliśmy kilkuosobową grupę Polaków, która została postawiona w takiej sytuacji. Przy większej liczbie osób różnica w cenie znacząco wzrasta.
Poniżej 5:00 rano na lotnisku w Tbilisi (pan celnik stawiał pieczątkę w moim paszporcie i z szerokim uśmiechem powiedział: „welcome to Georgia!”); tam spotkaliśmy się z pozostałą piątką naszej ekipy (można do Tbilisi polecieć bezpośrednio z Warszawy LOT-em, bez takich kombinacji jak my przez Rygę). Znów czekanie, bo pierwszy autobus (numer 37, 0,4 lari = 0,8 zł) do centrum jest dopiero o 7:30…

Back at the airport, we hopped on the next plane. And here’s a tip for those planning to fly with Air Baltic for the first time: do buy luggage while booking your ticket on-line. It costs 20 euro per bag (it is not included in the initial price displayed); if you don’t buy it then you’ll have to pay 30 euros at the airport which makes a difference if there are more of you – we met a group of five Poles who had to pay extra charge.
Below you can see us at the Tbilisi airport at 5:00 am where we met the rest of our group (the flew directly from Warsaw with LOT, the Polish airlines). After some waiting (again…) we took bus 37 (0,4 gel = 0,2 euro) to the center. The first bus picks people up at 7:30 but it is usually very full so we had to wait for the next one which came after a few minutes.

No właśnie, czekamy…

It will never be enough to say how much of waiting travelling is :)


A to rzeczony autobus o 7:30, do którego nie udało nam się wejść. Na szczęście po kilkunastu minutach przyjechał następny, w którym upakowani jak sardynki w puszce, pojechaliśmy do centrum.

Here’s the bus:

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Georgia & Armenia / 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s