Georgia & Armenia / 11

Przygód gruzińskich odcinek ostatni. Z tej okazji, zaczniemy cytatem. Klasyka. Kapuściński.

Podróż nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego, jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

Jeśli komuś mądrych słów mistrzów mało, to może jeszcze… „Modlitwa Pana Cogito – Podróżnika” Herberta. Genialny wiersz. Tak genialny, że jeśli ktoś nie zna, to niech lepiej poszuka i znajdzie.

***

Ostatni dzień pobytu w Gruzji. Przez prawie trzy tygodnie można się przyzywczaić do bycia „tu”; „tu” wydaje się oczywiste, szybko staje się znajome i oswojone. Pamiętam doskonale, jak mówiłam do Mi.: „No ale nie zastanawiasz się, nie masz takich myśli ‚jakie to abstrakcyjne, że gdzieś tam jest Polska, zimny Gdańsk i że dzieli nas od tego kilkanaście-kilkadziesiąt godzin, dwa loty..?'”. Myśl o locie-powrocie wydawała się tak odległa, że dopiero na lotnisku w Gdańsku zaczęło do mnie docierać, że wczorajsza abstrakcja już abstrakcją nie jest..

W każdym razie – ostatniego dnia wybraliśmy się do Mtskhety, położonej zaledwie 20 kilometrów na północ od Tbilisi. Zabytkowa architektura tego miasta znajduje się na liście UNESCO – i słusznie. Bo w Mtskhecie pięknie jest. I kameralnie. I uroczo (okropne słowo, ale tam naprawdę jest uroczo). Owszem, są i ciemne strony. Bezrobocie – 80 procent. Toalety bez drzwi – sztuk cztery (albo osiem, ale do męskich nie zaglądałam; tak, toalety były „zachodnie”, żaden „narciarz”, dzielone na damskie i męskie, tylko te drzwi półobrotowe jak w barze…).

Do V wieku Mtskheta była polityczną i religijną stolicą Gruzji (na początku IV wieku przyjęto tam chrześcijaństwo). Stolicę przeniesiono do Tbilisi, ale Mtskheta pozostała centrum religijno-duchowym i do dziś jest to centrala gruzińskiego Kościoła prawosławnego.

Poniżej zbudowana w XI wieku katedra Svetiskhoveli. Niezależnie od zapatrywań na wiarę i religię – trzeba zobaczyć. Mnie to miejsce zachwyciło. Wystrojem, atmosferą i śpiewem Gruzinek. Poza tym to siedziba gruzińskiego Katolikosa, miejsce wielu pielgrzymek (porównywalne chyba z Częstochową). Z miejscem związana jest też legenda – podobno pewien człowiek odkupił szatę ukrzyżowanego Chrystusa i w Mtskhecie podarował ją swojej siostrze, która została w owej szacie pochowana. Na miejscu jej grobu wyrósł cedr, który (po modlitwach świętej Nino) został uniesiony do nieba a na jego miejscu wybudowano katedrę. Ze świętą Nino jest związanych dużo ciekawych historii (czyt. legend); warto poszukać, poczytać. A najlepiej pojechać do Mtskhety i przejść się śladami świętej.












Na wzgórzu nad Mtskhetą stoi klasztor Jvari (VI wiek). Na pierwszy rzut oka, Jvari wydaje się być rzut beretem z Mtskhety. W przewodniku znaleźliśmy informację, że to godzinne podejście i „if you are fit you can get there on foot”. My mielibyśmy nie być „fit”? Po Kazbeku? Pewnie, że się przejdziemy. Tja. Skierowaliśmy się w stronę góry i… na naszej drodze stanęła (albo raczej – popłynęła) rzeka. Rzeka bez mostu, żeby było zabawniej. Stwierdziliśmy, że odpuszczamy sobie Jvari i poszliśmy do monastyru św. Nino. Po drodze złapał nas taksówkarz, oferujący transport do Jvari (20 lari) ale nie byliśmy zainteresowani (tego dnia liczyliśmy każde wydane lari-dolari). Wracając od świętej Nino cena spadła do 15 lari i na tę ofertę przystaliśmy. Warto było, choćby dla pięknego widoku z góry.


Kościół prawosławny jest bardzo restrykcyjny (z naciskiem zarówno na „bardzo”, jak i na „restrykcyjny”) jesli chodzi o ubiór i zachowanie w świątyniach…

Na zdjęciu poniżej – kolumna św. Jerzego na Placu Wolności w Tbilisi. Przechodziliśmy tamtędy średnio kilka razy dziennie, wypada miejsce pokazać. W wiadomych czasach plac nosił imię Berii a następnie Lenina. Miejsce demonstracji, wieców i przemówień publicznych.

Na koniec mój osobisty bohater i numer jeden – gruziński lawasz. Jakie to było dobre. Świeży, gorący, chrupiący, prosto z okrągłego pieca. Za 0,5-1 lari. Słowa nie opiszą doznań kubków smakowych. Takie proste, takie dobre. Najlepszy chleb.

Tu już lotnisko w Tbilisi. Dziwaczny rozkład lotów (zarówno przyloty i odloty mają miejsce w godzinach 3:00-5:00 rano) rekompensują „ogródki” w budynku lotniska – sztuczna trawa i takież drzewka na powierzchni kilku metrów kwadratowych służą zmęczonym podróżnym do miłego przekimania do wczesnych godzin porannych :)

A gdyby ktoś się nie wyspał… to jest przesiadka w Rydze i czas na kawę. Tym razem nie opuszczaliśmy lotniska i nie jechaliśmy do centrum (choć taki plan był). Ceny do najniższych na Łotwie nie należą, ale zestaw croissant+kawa był do przełknięcia (zarówno cenowo, jak i smakowo).

Obowiązkowa Colka…

… i przegląd zdjęć. „Poruszone. I to poruszone. I to. Strasznie dużo poruszonych!” – mimo wszystko, coś się udało :)

Jest i Warszawa, Okęcie i powrotowa stypa. No, może nie, ale już czułam nadciągającą nostalgię, melancholię i inne smuty związane z gwałtowną zmianą klimatu i brakiem gruzińskiego słońca. Oraz gór. Wina. Marszrutek. Raczy. Krów na drodze. Chleba. I tego wszystkiego pomiędzy i w trakcie, co sprawiło, że ten wyjazd był tak fantastyczny.

Po powrocie. Magiczny notesik, bez którego nie pamiętałabym połowy tego, o czym tu napisałam. Notesik, w którym świadomie nie zapisywałam też wszystkiego – bo wszystkiego słowem utrwalić się nie da, a czasem wręcz nie powinno. Pozorna „dziura” w notatkach przypomina i mówi więcej niż długie zdania i bogate opisy. I niech tak zostanie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Georgia & Armenia / 11

    • no właśnie nie! psują sobie PR w ten sposób ;). nikt tam nie lata z bronią, widziałam może jeden patrol rosyjski w Osetii Południowej, ale po prostu przejeżdżali obok :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s