Tam, dokąd prowadzą (ponoć) wszystkie drogi / Rome part 1

Rzym. Magiczny i mityczny Rzym. Ileż to ja się o Wiecznym Mieście nasłuchałam, zanim dane mi było się w nim znaleźć! Zachwyty rodziców, brata, znajomych… coraz częstsze „no co ty, Ewa, w Rzymie nie byłaś?!”. No nie byłam. I jakoś z tym żyłam. Ale skoro trzeba zobaczyć… to zobaczę przy okazji – tak sobie mówiłam. Ciągle jednak tej okazji brakowało, aż wylądowałam na studiach we Włoszech i sama stwierdziłam, że głupio byłoby do Rzymu się nie wybrać. Wkrótce okazało się, że Janka, którą poznałam podczas mojego pierwszego podejścia do studiów, czyli niezbyt udanej wyprawy na semestr do Krakowa, jest obecnie na Erasmusie w Rzymie właśnie. Moja przygoda na UJ-ocie to raczej mroczne wspomnienia, z kilkoma wyjątkami, w tym znajomością z J., z którą świetnie się dogadywałam (co, zważywszy na fakt, iż J. pochodzi z Węgier i kilka lat temu dopiero zaczynała mówić po polsku, do oczywistych nie należy). Cztery lata temu J. odwiedziła mnie w Gdańsku, potem ja pojechałam na tydzień do Budapesztu. Później było jeszcze noworoczne spotkanie w Krakowie trzy lata temu i od tamtej pory nie widziałyśmy się. Gdy okazało się, że obie mieszkamy obecnie we Włoszech, szybko podjęłyśmy decyzję o spotkaniu. Przy wolnym od zajęć czwartku i rezygnując z jednych zajęć w piątek udało mi się wygospodarować cztery wolne dni. Choć szczerze mówiąc, pierwszym kryterium wyboru terminu były ceny biletów – jedyne 19 euro za bilet z Bolonii do Rzymu, co jak na włoskie standardy jest świetną ceną. Jest to jednak rzadkość i jeśli dobrze by to przekalkulować, to częściej bardziej opłaca się polecieć do Rzymu z Polski tanimi liniami za grosze, niż jechać włoskim pociągiem.

Moje wyobrażenie o Rzymie było zbudowane na podstawie opowieści osób, które w Rzymie już były, książek o architekturze, kilku filmów oraz tęsknych westchnień Giulii, z którą studiowałam w Londynie, a która pochodziła z Rzymu. Zapomniałabym… kluczową rolę, ale raczej w zniechęceniu mnie do Rzymu, odegrał jeden z obowiązkowych kursów na drugim roku historii sztuki na UCL-u. Do dziś mam w głowie skrzekliwie wymawiane „Piazzzzaaaaa Navooooona”, „Trasteverrrrre”, „Pasquinoooo”, „Quattro Fiumi”… i dorabianie ideologii oraz przypisywanie entego dna każdemu budynkowi. Nadszedł czas, by skonfrontować te wszystkie obrazy w mojej głowie z rzeczywistością.

Nie byłabym jednak sobą, gdyby moja podróż przebiegła bezproblemowo (choć po cichu naiwnie na to liczyłam). Znane mi już i oswojone reisefieber spowodowało, że zasnęłam po drugiej w nocy, by po dwóch godzinach przewracania się z boku na bok, zerwać się na dźwięk dwóch budzików oraz pobudkowego telefonu z Polski. Śmieszne? Może i tak, ale po tym, jak raz zaspałam na samolot a raz na Eurostar, dmucham na zimne. W egipskich ciemnościach wyszłam z domu po piątej… pół godziny później marzłam już na dworcu w Forli, czekając na pociąg do Bolonii, który to pociąg powinien pojawić się na stacji przed szóstą. Na minutę przed planowanym przyjazdem, rozległ się komunikat… o strajku i wynikającym z niego odwołaniu mojego pociągu. Co oznaczało, że nie zdążę na pociąg do Rzymu. Nikt nic nie wie, z kilku osób obecnych na stacji jedna ledwo duka po angielsku, pan w okienku na moje „do you speak English?” odpowiada z szerokim uśmiechem „yes, of course”, po czym patrzy na mnie w osłupieniu, gdy zaczynam tłumaczyć sytuację… Z jego porad zrozumiałam tyle, że mam wsiadać do następnego pociągu i w Bolonii próbować przebukować bilet, bo on nic zrobić nie może. Było mi już wszystko jedno, posłuchałam więc pana i wsiadłam w następny pociąg. W Bolonii, o dziwo, bez problemu przebukowałam bilet (teoretycznie nikt nie musiał mi wierzyć, bo mój bilet na trasie Forli – Bolonia nie był biletem na określony pociąg i mogłam po prostu wymyślić historyjkę;)) i o siódmej z minutami jechałam do Rzymu!

Pierwsza myśl po wyjściu z pociągu? „Co to za bujdy o zawsze słonecznym Rzymie!” – było szaro, ciemno, padał ulewny deszcz. Było mi jednak wszystko jedno, cieszyłam się, że dojechałam, że zaraz spotkam J. Godzinę później siedziałyśmy już przy pizza al taglio i świat wyglądał inaczej :).

Poniżej: Piazza della Rotonda przed Panteonem.

rzym-0007

rzym-0010

Fontanna di Trevi – trochę inaczej sobie ją wyobrażałam… miała być majestatyczna, dominująca nad przestrzenią… a tu niespodzianka. Idzie sobie człowiek wąziutkimi uliczkami i nagle wyrasta takie coś znikąd :).

rzym-0012

No tak, od pewnych rzeczy nie da się uciec :)

rzym-0014

Widok z góry Schodów Hiszpańskich. Szczerze mówiąc, schody jak schody. Szału nie było :).

rzym-0016

Drugiego dnia obudziło nas słońce – ile radości… Zupełnie inna jakość zwiedzania. Poszłyśmy więc w te same miejsca, co poprzedniego dnia oraz odwiedziłyśmy nowe. A wieczorem było prawdziwe włoskie imprezowanie z okazji urodzin J. Prawdziwe włoskie – czyli nie na moje zdrowie – jak impreza może oficjalnie zaczynać się o 23:59? To jest pora spania przecież :). A potem szaleństwo do rana. Moja imprezowa norma została wyrobiona na kilka dobrych miesięcy. Choć z drugiej strony, w Londynie zawsze dziwiło mnie, że puby zamykane są po północy, zaś imprezy w klubach trwają do drugiej lub najpóźniej trzeciej…

Wykorzystując piękne słońce, wybrałyśmy się na Trastevere. Główne atrakcje Rzymu może mnie nie powaliły, ale Trastevere… zakochałam się w tej części Rzymu.

rzym-0019

rzym-0020

rzym-0021

Poniżej: Basilica di Santa Maria in Trastevere. Dobre miejsce.

rzym-0022

rzym-0026

rzym-0027

rzym-0028

rzym-0029

rzym-0023

rzym-0024

rzym-0030

Najlepsza pizza jaką jadłam. Właśnie na Trastevere, gdzieś zupełnie na uboczu. Do tej pory pamiętam ten smak :).

rzym-0032

rzym-0031

Ciąg dalszy nastąpi, bo nie mogłoby zabraknąć Fontanny Czterech Rzek oraz mojego ukochanego Awentynu – drugiego obok Trastevere ulubionego miejsca w Rzymie. A tak naprawdę to pierwszego, ale o tym w kolejnym wpisie.

Advertisements

11 uwag do wpisu “Tam, dokąd prowadzą (ponoć) wszystkie drogi / Rome part 1

  1. ojejku, Trastevere, wielkie tak! cudowna jest ta część Rzymu, chociaż pomału się niestety zmienia i to w niefajny sposób, byłam znów rok temu i to już nie było to samo co kiedyś. Ale niestety, taki los wielu miejsc. Rzym jest całkiem fajny, szczególnie jak się zejdzie uliczkę w bok od tych turystycznych szlaków. No i ta pizza…

  2. A Di Trevi dalej remontują? Bo jak byłam przed moim wylotem do Azji w Rzymie pod sam koniec września to była cała w rusztowaniach :(

  3. Mam zaległy wpis z Rzymu. Byłem tam w tym roku i cholernie się rozczarowałem. Sam nie wiem czego oczekiwałem, ale zwyczajnie mi się nie podobało w tym mieście. Syf i strasznie dużo ludzi…

  4. też zobaczyłam Rzym po raz pierwszy całkiem nie dawno bo około rok temu. Mnie zachwycił, ale mnie wszystko co włoskie i hiszpańskie zachywca :) A do tego ich styl życia i jedzenie :)

    • po dzisiejszym makaronie i kawie stwierdzam, że tak, jedzenie tak tak tak :). miesiąc temu byłam w Polsce i wpadłam w drodze do Gdańska na szybki makaron do Sphinxa… o losie. Nigdy więcej, po paru miesiącach we Włoszech nie jestem w stanie zjeść tego rozgotowanego czegoś, co podają w Pl :)

  5. Niestety we Włoszech też czasem pada, ale myślę, że mimo wszystko warto to przeboleć i zobaczyć Rzym, a może właśnie w połowie spaceru wyjdzie słońce?
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s