Rome part 2!

Kontynuując rzymską opowieść… Jak już wspomniałam, drugi dzień pobytu w Wiecznym Mieście upłynął na odwiedzaniu miejsc, które widziałyśmy poprzedniego dnia w deszczu, tym razem ciesząc się włoskim słońcem. Z Trastevere wróciłyśmy na prawą stronę Tybru i poddałyśmy się urokowi rzymskich uliczek. Dokładniej zaś, to ja poddałam się krokom J., bo przy zerowej znajomości miasta nie miało dla mnie większego znaczenia, w jakiej kolejności zobaczę najważniejsze punkty Rzymu. Prawdę mówiąc, ten krótki wypad utwierdził mnie w przekonaniu, że owszem, podróże to ja uwielbiam, ale chyba nie po zachodniej Europie. Takie stwierdzenia z ust osoby, która skończyła historię sztuki, mogą zabrzmieć bluźnierczo, ale… w większości przypadków nie potrafię zdobyć się na egzaltowane zachwyty nad ‚perłami architektury’. Pokręcę się, przejdę, pozadzieram głowę… coś w tej głowie się pomyśli. I koniec. Kolejny znany budynek, kolejny kunsztowny twór pracy rąk ludzkich, kolejny namacalny zapis walk o władzę i pole do popisu dla pychy i ambicji i prób udowodnienia czyjejś wyższości. Zdarza się, że coś mnie szczerze zachwyci – najczęściej w momentach, gdy zadzieram głowę, o czym celowo wspomniałam. To są chwile, gdy szukam światła, jakiejś wiązki, promienia próbującego przebić się przez szczelinę w murach, czasem zaś światła wszechogarniającego, jak w Panteonie. To lubię. Tym się zachwycam. Także mozaikami, gdzie każda pora dnia wydobywa coś innego ze słotych drobin, gdzie postaci zmieniają wyraz twarzy i pozwalają snuć domysły i tworzyć nieskończoność historii.

rzym-0033

rzym-0034

Teraz na widok poniższych cudactw się uśmiecham i uważam, że dynie ozdobne to coś wspaniałego, ale jeszcze kilka lat temu, uczęszczając na zajęcia z rysunku, co piątek przekraczałam drzwi pracowni z trwogą, bo a nuż czekała mnie konieczność zmierzenia się z niewdzięcznym tematem. Choć w sumie nie wiem, czy bardziej nie przerażała mnie wizja kilku godzin przy rozpiętym na sztaludze arkuszu A0, z ołówkiem w ręku i próbą okiełznania (pół)nagiego modela. To były czasy…

rzym-0035

rzym-0036

Poniżej: kot zabójca. To spojrzenie. Ten język. A taki wydawał się być milusi. Miłośnikom kotów poleca się przejść do Largo di Torre Argentina. Siedliszcze kotów (albo ładniej: kocie sanktuarium), które to w Rzymie mają specjalny status.

rzym-0037

rzym-0038

Poniżej: Fontanna dei Quattro Fiumi na Piazza Navona. Zarówno o fontannie jak i placu nasłuchałam się tyle na zajęciach na studiach, że szłam tam pełna obaw. Jak się okazało, słusznych. Na placu rozstawione były okropne jarmarczne budy z wszystkim świecącycm, grającym i neonowym, co wystarczyło, żeby obrzydzić mi to miejsce. Musiałam więc znaleźć sobie coś, na czym mogłabym skupić uwagę; padło na muskularne ciałka panów reprezentujących Nil, Ganges, Dunaj i Rio de la plata. I tak się zastanawiałam, czy artysta miał jakiś wzorzec, czy to spotęgowane przedstawienie jego kompleksów… z rozmyślań wyrwała mnie Janka, domagając się zdjęć i opuszczenia placu ;).

rzym-0039

Na koniec wieczorny spacer w kierunku Koloseum i piękny zachód słońca. Owszem, ta pora dnia to kwintesencja kiczu, ale… bywa naprawdę ładnie.

rzym-0042

rzym-0043

rzym-0044

rzym-0045

rzym-0046

rzym-0047

Kto by nie był głodny po takim dniu? Po pizzy na Trastevere pozostało tylko wspomnienie.

rzym-0049

Wieczorem nadszedł czas na świętowanie urodzin J. Imprezy w Rzymie zaczynają się oficjalnie tuż przed północą, więc stosownie długo muszą potrwać… na przykład do szóstej nad ranem. W konsekwencji zaburzony zostaje rytm dnia i mimo najszczerszych chęci, trudno jest wstać przed południem. Zapewne z tego powodu ominęła mnie część atrakcji, jednak miało to i swoje dobre strony. Gdy już zdecydowałysmy się wstać, ruszyłyśmy, w pięknym słońcu, na Awentyn, jedno z siedmiu wzgórz, na których zbudowano Rzym. Przeszłość Awentyn miał dość burzliwą, jednak obecnie to oaza spokoju w centrum Rzymu. Zakochałam się w tym miejscu już od pierwszego kroku wspinaczki na wzgórze (prawdę mówiąc, to prawie na nie wbiegłam ;)). Park Savellich z widokiem na Trastevere i Testaccio, ruiny term Karakali i Decjusza… a przede wszystkim bazylika św. Sabiny (dominikanie), gdzie mieszkali św. Dominik, św. Jacek, św. Tomasz z Akwinu, oraz klasztor San Anselmo (benedyktyński). Oba kościoły były puste, cudownie ascetyczne i zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nie architekturą jednak przede wszystkim.

rzym-0051

rzym-0052

rzym-0053

rzym-0054

rzym-0055

rzym-0056

rzym-0057

rzym-0058

Na koniec ciekawostka – po spokojnym popołudniu na Awentynie, pojechałyśmy do na plac św. Piotra. Jakież było nasze zdziwienie, gdy ujrzałyśmy kilometrową kolejkę oplatającą plac. Wiadomo „jaki” ma zawsze szczęście i po chwili konsternacji trzymałyśmy w ręku darmowe wejściówki na spotkanie z papieżem. Co więcej, jakimś dziwnym trafem (czyt. cudem) znalazłyśmy się w ciągu dwóch minut na czele kolejki i zanim się obejrzałyśmy, stałyśmy w bazylice św. Piotra tuż przy barierce, obok której wkrótce przejechał Benedykt XVI ;). Niestety z powodu uroczystości nie dane było mi zwiedzić bazylikę, ale jest to jak najbardziej do nadrobienia… kiedyś.

rzym-0063

Ostatni rzut oka na bazylikę i nocny Rzym – no, prawie ostatni, bo po odstawieniu gorączkującej J. do domu, wsiadłam w metro i pojechałam na plac św. Piotra jeszcze raz, sama. Nie wiem, jak długo stałam w deszczu na niemal pustym placu i po prostu kontemplowałam chwilę. Chyba długo :).

rzym-0064

Reklamy

10 uwag do wpisu “Rome part 2!

  1. Dopisuję Largo di Torre Argentina do listy must-see:D a miasta najbardziej lubię zwiedzać „przez ulicę”. We Włoszech zakochałam sie nie dzięki architekturze, tylko przez atmosferę panującą w kafejkach, na ulicach:) mogę siedzieć z kawą i godzinę obserwując:)

  2. Mam podobne odczucia jeśli chodzi o zwiedzanie Zachodu – dopadło mnie to w Wiedniu. No piękne te wszystkie budowle, wielkie, perełki ale… nudne jak flaki z olejem i doszłam do wniosku, że wcale mnie nie zachwycają :/

  3. Ostatnio słowo „Rzym” wywołuje u mnie pogardę, a to za sprawą dziwnych doświadczeń z Włochami. Ale, ale może to klątwa stolicy i to bardzo turystycznej stolicy sprawiła, że to miasto jest tak pełne pychy, pieniędzy i seksu? Ja wiem?

    • doskonale rozumiem, czytałam Twój post o CS w Rzymie ;) Ja wizytowałam tam dobrą koleżankę i na tym się skupiałam, natomiast doświadczenia z Italią i jej mieszkańcami mam… no, różne. Mieszkałam rok pod Bolonią i wspomnienia mam… niezbyt.

  4. piękny opis i zdjęcia! Ja to samo czuje, odwiedzając nowe miejsca, nie zachwycają mnie najpopularniejsze zabytki ale pewien klimat, niewspominane miejsca, uliczki..to ma swój urok!
    :)

    • Ooo… Ania z Truskawek :-)
      Miło mi niezmiernie, mam teraz uśmiech od ucha na cały dzień po takich słowach :-)
      Więcej… będzie. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s