Festiwal Podróżniczy WANOGA

wanoga-0039

Pierwszy weekend października, Wejherowo, Festiwal Podróżniczy Wanoga. Nie pamiętam, gdzie trafiłam na informację o tymże. Prawdopodobnie, a jakże, na fejsbuku. W pół sekundy uznałam, że w Wejherowie muszę się pojawić, wpisałam wydarzenie do kalendarza i stwierdziłam, że może są jakieś dobre strony złamanej kilka miesięcy temu nogi – gdyby nie to, siedziałabym teraz w Rosji i zamarzała. A tak – w Rosji będę piękną wiosną, a teraz mam okazję pobywać tu i tam, tam i tu. Festiwal trwał trzy dni, od piątku do niedzieli, mi jednak udało się dotrzeć na miejsce tylko w niedzielę, nad czym ubolewam, bo w sobotę baaardzo zależało mi na prelekcji chłopaków z Nanga Dream (siedzę nad tym wpisem z tym w słuchawkach).

wanoga-0044

W sobotę ominęły mnie też następujące prelekcje (jeśli nie znacie tych osób, to warto poszukać, poguglować – niektórzy wydali książki lub prowadzą strony i blogi, gdzie podróżniczych inspiracji można znaleźć nieskończenie wiele):

Magdalena Skopek – ‚W krainie reniferów, bogów i ludzi’ – o życiu na półwyspie Jamal (też bardzo mi zależało!)
Maciej Czapliński, Łucja Matusiak – ‚Afryka. Przekrój poprzeczny’ – o rowerowej wyprawie w poprzek Afryki
Bartosz Piziak – ‚Islandia – kraina inspiracji’ (nie mogę odżałować, moja wymarzona Islandia!)
Marcin Obałek – ‚Ursusem przez Amerykę Południową’
Mikołaj Golachowski – ‚Antarktyka, czyli z wizytą w raju’
Marek Tomalik – ‚Lady Australia’
Jarosław Kret – ‚Moje Indie’

Do tego w sobotę był rajd na orientację oraz spływ kajakowy Redą. W niedzielę: warsztaty taniego latania, rajd na orientację, gra miejska, zajęcia wspinaczkowe. Sobotni bilet wstępu kosztował 15 złotych, niedzielny 10. Jakież było moje zdziwienie, gdy czytałam komentarze krytykujące zaporową cenę, która sprawiła, że sala Wejherowskiego Centrum Kultury nie pękała w szwach. Słów brak.

W niedzielę wskoczyłam w południe do SKM-ki (to chyba właśnie dzięki trójmiejskiemu pociągowi jako dziecko uważałam Sopot, Gdynię, a także dalsze stacje, po prostu za dzielnice Gdańska :D) i po nieco ponad godzinie byłam w Wejherowie. Do WCK wchodziłam z lekką nieśmiałością, no bo wiadomo, jak to jest, jak człowiek sam przychodzi na takie imprezy – zawsze z wyobrażeniem, że tam wszyscy się znajdą, są z kimś, i co ja tu będę robić. Zazwyczaj takie wyobrażenia okazują się bezpodstawne, i tak było tym razem. Od początku naturalnie, sympatycznie, bez spięcia. Przytulna sala, swobodna atmosfera… nie chcę dorabiać do tego jakiejś ideologii, ale kiedy zgromadzi się ludzi o wspólnych pasjach (a jednocześnie jak różnych!), to jest w powietrzu coś takiego… dobrego.

Niedzielne prelekcje:

Piotr Sudoł, Gustaw Dudka – ‚Cubanacan – wyspa, której nie znacie’
Piotr Opacian – ‚Kajakiem po rzece Omo’ (na koniec tej prelekcji przyszłam)

Dominik Szmajda – ‚Rower góral i na Ural’

Przez bagnistą tundrę, na rowerze? Dominik pokaże, że to możliwe. Wybierzemy się z nim na Ural Polarny. Zobaczymy jak przedzierał sie przez dzikie góry, a także co nocne słońce wyczynia z pejzażem. – i tak faktycznie było. Siedziałam wbita w fotel z wrażenia. Genialna prelekcja, niesamowita wyprawa. Bardzo chciałam do Dominika podejść i zamienić kilka słów, ale w krótkiej przerwie nie zdążyłam, pozostaje mi więc liczyć na okazję na jakimś innym festiwalu (kto wie?). Dla zainteresowanych namiastka prelekcji – na tym filmie opierał się pokaz: klik.

wanoga-0002

Formuła festiwalu zakładała, że po każdym pokazie miał miejsce mały konkurs – prelegent zadawał publiczności kilka pytań dotyczące swojej wyprawy. Bardzo fajna inicjatywa – zważywszy na ilość prelekcji, szans na zdobycie nagrody było naprawdę sporo (nie wspominając o losowaniu na koniec festiwalu, gdzie oprócz wielu drobiazgów nagrodą główną była wycieczka rowerowa w Alpy… lub bardziej spokojnie, autokarowa podróż po Transylwanii). Oczywiście ja wróciłam z pustymi rękoma… ale to nic, bo z pełną głową! Pomysłów pełną :)

wanoga-0003

Mieczysław Bieniek ‚Hajer’ – ‚Hajer w Ameryce’

Opowieści o przygodach w Ameryce Południowej… jakich przygodach! Sala co rusz wybuchała salwą śmiechu. Historie niesamowite, do tego opowiadane częściowo gwarą śląską – Mieczysław Bieniek to emerytowany górnik, któremu lekarz powiedział, żeby coś zrobił ze swoim życiem. No i zrobił… wyruszył w świat. Bez znajomości języków, bez doświadczenia w podróżowaniu. Co z tego wynikło – istny cyrk na kółkach :)

wanoga-0006

Romuald Koperski ‚Transpacyfik solo’

Wiosną tego roku Romuald Koperski (pianista!) podjął próbę samotnego, samodzielnego pokonania Pacyfiku na łodzi wiosłowej. Wyglądającej na oceanie jak łupinka… dosłownie. Wyprawa zakończyła się po 16 dniach z powodu niesprzyjających warunków, jednak w przyszłym roku – podejście drugie. Do tej pory takich prób było w historii osiem, z czego tylko dwie zakończone sukcesem.

wanoga-0007

Kinga Baranowska – ‚W drodze po Koronę Himalajów’

Wielka inspiracja. Od kiedy zaczęła zdobywać ośmiotysięczniki, śledzę jej drogę. Pamiętam, jak jeszcze w gimnazjum z niemym podziwem patrzyłam na jej dokonania. I bardzo, ale to bardzo nieśmiało zaczęły się w głowie pojawiać myśli o wyższych górach. Nie przeszło mi, a wręcz ciągnie w górę jeszcze bardziej. Podczas prelekcji Kinga opowiadała o swoich wyprawach – o przygotowaniu, logistyce, trudnych sytuacjach. Były zdjęcia, filmy i czas na pytania od publiczności. Przed przybyciem na festiwal po cichu marzyłam o zamienieniu z Kingą kilku słów i zdjęciu, ale próbowałam nie robić sobie nadziei, bo pewnie nie będzie czasu, będą VIPy, będzie tłum tak samo chętnych jak ja (no dobra, tak samo to niemożliwe, ale jednak).

wanoga-0008

Tymczasem…

wanoga-0025

wanoga-0026

Po oficjalnym zakończeniu festiwalu Kinga została na scenie. Poczekałam, aż przewalił się pierwszy tłum, sala opustoszała, i miałam okazję spokojnie z Kingą porozmawiać. Już wstawałam z krzesła, gdy Kinga powiedziała „chodź Ewa, zrobimy jeszcze zdjęcie” – no pełnia szczęścia :). Wielki plus za normalność, cierpliwość i szczerość. No i ten błysk w oku i blask w oczach – magnetyczny! W Kindze nie ma gwiazdorzenia. I na koniec, przepiękny moment: za mną czekała na Kingę dziewczyna na wózku. Kinga podpisywała się jej na kole wózka; ja wychodząc z sali usłyszałam „Ola, to ty jesteś tutaj największą bohaterką”.

wanoga-0051

Co wyniosłam z Wanogi? Jestem na niesamowice „nakręcona” i zmotywowana. W dobry sposób, bo bez tego dziwnie popularnego w internetach wmawiania ludziom, że moga wszystko, że to (co?) jest w nich, że świat stoi otworem (albo lepiej – jest twoją ostrygą), że jesteś zwycięzcą ;). Wiemy, o co chodzi. To nie mój klimat. Na Wanodze byli ludzie z pasją. Pasją, która bez zbędnej otoczki inspiruje i motywuje tak, że człowiek idzie 30 cm ponad chodnikami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s