Hu, hu, ha, nasza zima zła

Niezawodna norweska prognoza pogody (o ta, ta!) twierdzi, że w środę wieczorem przyjdzie mróz (-2), w czwartek dojdzie do -5 stopni, a w piątek… -8! Co więcej, w czwartek ma być s ł o n e c z n i e. To brzmi jak wizja raju i nie przesadzam, wierzcie mi. Od kiedy przyjechałam do Rosji dziesięć dni temu, nie widziałam słońca. Przez pierwszych kilka dni byłam lekko skonsternowana, ale miałam tyle spraw do załatwienia, że starałam się ignorować wszechobecną szarość i robić swoje. Wczoraj jednak, przy spokojnej niedzieli, coś mnie „chwyciło”. Obudziłam się o 10.oo, kiedy zaczynało (!) się przejaśniać, popatrzyłam za okno i stwierdziłam, że jeszcze trochę i oszaleję (trochę mocniejszego zwrotu użyłam, mówiąc do sufitu). Nawet nie chcę wiedzieć, jakie mam tu ciśnienie, skoro w Polsce rzadko przekracza ono u mnie 100/60, z tendencją w dół. Na kawę nie ma co liczyć – kupiłam rosyjską mieloną arabikę (tak twierdzi opakowanie) i na szczęście mam tu moją kawiarkę, ale to, co trafia do kubka jest o połowę słabsze niż kawa, jaką piłam do tej pory. Kilka dni temu znalazłam bogato zaopatrzony w zagraniczne produkty supersam o jakże wymownej nazwie Babylon i od wejścia pobiegłam do półki z kawami. Mina mi nieco zrzedła, gdy zobaczyłam cenę opakowania złotej Lavazzy – 650 rubli, czyli ponad 60 złotych. Chyba się zadowolę rosyjską arabiką. Do tego 50 mikrogramów witaminy D dziennie w tabletkach, codzienna joga a niedługo porządny wycisk na siłowni i basenie (odebrałam dzisiaj legitymację studencką, można się zapisywać na ‚fitness’) i może jakoś przeżyję tę szarugę…

Wczoraj podzieliłam się moim nastrajeniem z kilkoma osobami. Justyna, która mieszka w Petersburgu już półtora roku, powiedziała, że moja reakcja na tutejszą aurę jest całkowicie zrozumiała, ale też że można zaobserwować ciekawy mechanizm… W Polsce (i w ogóle wszędzie, gdzie słońca doświadczamy częściej) nasz nastrój jest zależny od światła – jest ciemno, szaro, od razu wszyscy chodzą przygnębieni, ponurzy i sfrustrowani, częściej odwiedzają gabinety psychologów, zaszywają się pod kocem i nie mają ochoty wyjść z domu. W Petersburgu inaczej. Słońce jest błogosławieństwem, wielką radością, ale gdy go nie ma – jest normalnie. Ludzie nie są uzależnieni od pogody i energię, życzliwość, uśmiech – mają w sobie, w sercu. Coś w tym jest, co nie zmienia faktu, że dla mnie te dni to autentyczna walka.

PS Nadchodzący mróz i słońce oznacza zdjęcia – wreszcie! Na fotografie bezsłoneczne też mam pomysł i chęć, ale niech przestanie padać deszcz – bo tego mój aparat bez dekielka nie przeżyje.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Hu, hu, ha, nasza zima zła

  1. mega cie podziwiam, ja nienawidze zimy, jesieni i poczatkow wiosny, kiedy jest chlodno i szaro… moim marzeniem jest mieszkac gdzies gdzie jest cieplo :)

    • ja mieszkałam w zeszłym roku we włoszech i stwierdzam, że ciepło nie jest dla mnie aż tak ważne, choć z drugiej strony na dłuższą metę to w zimnych stronach chyba też bym nie wytrzymała ;)

      • właśnie wróciłam z mediolanu i było tam dużo cieplej niż w polsce, takze teraz jestem pogrążona w smutku i czekam na kolejną wyprawę – za miesiąc podbijam afrykę, wiec bedzie cieplutko hahah :D zimno sprawia, że zmieniam się w zombie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s