„Lecz prawdę mówiąc, Wania, to my do Zachodu tak pasujemy, jak pieprz do miodu…”

To już któreś moje podejście do napisania kilku słów o sytuacji na Ukrainie z petersburskiej perspektywy. Piszę, kasuję, zastanawiam się. Obserwuję i słucham.

To nie jest blog publicystyczno-polityczny, nie będzie zbyt wiele o polityce stricte. Również ze względu na moje studia i jeden z pomysłów na dalsze poczynania zawodowe. Co raz w internecie opublikowane, nawet po skasowaniu w odmętach sieci zostaje, więc czasem warto ugryźć się w język, a raczej w klawiaturę. Poza tym, sytuacja zmienia się na tyle dynamicznie, że większość komentarzy i prognoz przestaje być aktualna kilka godzin po publikacji.

Codziennie jestem pytana, czy bezpieczna jestem, czy czuć napięcie polityczne w Petersburgu, jakie opinie przeważają, czy oficjalna polityka Rosji ma poparcie wśród społeczeństwa, czy temat jest obecny…

Po kolei.

Jestem bezpieczna. To znaczy, czuję się bezpiecznie. Nie pcham się na demonstracje – ani te pro-rządowe, ani te anty… Były tam aresztowania. Poza tym jednak życie toczy się normalnie. Ludzie tak samo opętani zakupowym szałem (jak mnie to tutaj drażni! wszechobecny konsumpcjonizm, Rosjanie w zachodnich sklepach, butikach i wśród stoisk luksusowych marek kosmetycznych mają zamiast oczu świecące, złote monety. Tutaj widać niesamowicie wyraźnie, jakimi „status goods” są te wszystkie szanele, diory i inne dżejkobsy. Patrzę na Rosjanki w futrach i złocie i marzę o zdolności bilokacji i znalezienia się w sekundę w namiocie w górach, na jakimś pustkowiu. Ale, zbaczam z tematu.

Trudno powiedzieć, jakie opinie przeważają. Nie wiem, jakiej sondażowej machiny trzeba by użyć, żeby zbadać faktyczną opinię publiczną. Moja „opinia o opinii” jest budowana na podstawie rozmów ze znajomymi – zarówno Rosjanami, jak i z innych krajów, głównie zachodnich. Czasem coś usłyszę w sklepie, na ulicy, w metrze… Co świadczy o tym, że temat żyje, ale warto zaznaczyć, że jest to sytuacja wyjątkowa, bo Rosjanie zasadniczo zupełnie się nie interesują polityką zagraniczną swojego kraju. Putin coś tam podpisuje w Brukseli, Ławrow coś tam mówi na jakiejś konferencji, wchodzi w życie jakaś umowa międzynarodowa… nieważne. Ludzie naprawdę się tym nie interesują i jest to widoczne w porównaniu nawet do Polski.

No dobrze, ale teraz się interesują. Skąd czerpią informacje? W Rosji przyjmuje się w uproszczeniu podział, który dość dobrze odzwierciedla rzeczywistość. Społeczeństwo dzieli się na widzów telewizji i użytkowników internetu. Pierwsza grupa przeważa oczywiście w regionach Rosji poza Moskwą i Petersburgiem, czyli na ogromnym terytorium, gdzie internetu nie ma lub jest bardzo drogi i dostęp do niego jest ograniczony. Druga grupa koncentruje się w Moskwie i Petersburgu i są to raczej ludzie młodzi i wykształceni. Łatwo się domyślić, jaki jest przekaz serwowany przez rosyjską telewizję, niemal całkowicie zależną od Kremla. Mocno jednostronna wersja wydarzeń – nie tylko obecnych, ale wszelkich – dociera do rzeszy Rosjan, którzy nawet gdyby chcieli, to nie mają porównania z innymi źródłami informacji, bo nie mają do nich dostępu, a nawet gdyby mieli, to nie znają języków obcych. Nie ma co tych ludzi winić za ślepą wiarę w otrzymywany przekaz, jestem pewna, że w takich warunkach pranie mózgu łatwo byłoby przeprowadzić na każdym z nas.
Internetem manipulować jest trochę trudniej, więc od względnie inteligentnych i bystrych ludzi można oczekiwać pewnej racjonalności przedstawianiu opinii… Niestety, mam wrażenie, że młodzi ludzie nie mają zbyt wiele zapału do samodzielnego wyszukiwania informacji i dość łatwo poddają się propagandzie kanałów typu Russia Today (czasem nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, gdy wchodzę na ich stronę).
Wczoraj wyjeżdżając z metra, przysłuchiwałam się rozmowie mężczyzny stojącego na ruchomych schodach za mną. Monologował do znajomego o tym, jak to Zachód głupio się rzuca, Stany Zjednoczone nie mają prawa się wtrącać, co oni wszyscy sobie myślą, Rosja wie, co robi na Krymie. No cóż.

Najwięcej o konflikcie ukraińskim nasłuchałam się na uczelni i raczej nie były to przyjemne chwile. Szczególny niesmak budzą we mnie zajęcia z języka rosyjskiego. Od ponad dwóch tygodni każde zaczynają się półgodzinną dyskusją na temat Ukrainy i o ile na początku dyskusje te były w miarę neutralne, o tyle ostatnio zrobiło się ‚gorąco’. Nasz (całej grupy) poziom rosyjskiego nie jest wystarczający, żeby wdać się w pełną niuansów rozmowę na tak trudny temat. Efekt jest taki, że ‚dyskusja’ to głównie monolog nauczycielki. No dobrze, osłuchuję się z językiem. Tylko że czasem robi mi się słabo, słuchając przesiąkniętego propagandą słowotoku. Co najgorsze, mam wrażenie, że moja nauczycielka szczerze wierzy w to, co mówi. A z ludźmi święcie przekonanymi o jedynej słusznej prawdzie trudno dyskutować… znamy to dobrze z Polski. Również w kontekście Rosji notabene.

Dwie sytuacje z zajęć (pierwsza – poniedziałek, druga – środa, po konferencji Putina):

Prof: Ewa, ty jesteś z Polski, prawda?
Ja: … tak.
Prof: Co sądzisz o sytuacji na Ukrainie?
Ja (moim łamanym rosyjskim): W Polsce sprawa traktowana jest poważnie, niektórzy widzą zagrożenie dla Polski, ja się z tym nie zgadzam, ale…
Prof (z cynicznym uśmieszkiem): Nie bój się, nie bój, do Polski nie wkroczymy.

… bez komentarza.

Monolog chwalebny na cześć Putina wypowiedzi na konferencji. Ile można…
Prof: Chcielibyście coś dodać na temat konferencji?
Ja: Putin powiedział też, że w Polsce odbywały się szkolenia wojskowe Ukraińców przed ‚przewrotem’…
Prof: A skąd wiesz, że nie było takich szkoleń?
Ja: Ja nie wiem, ale sądzę, że mój prezydent wie lepiej, co się dzieje w jego kraju, niż prezydent Putin, który wysnuł kolejną teorię spiskową.

***

Z obecnej sytuacji idealnego wyjścia nie ma. Po obu stronach jest sporo propagandy, podsycania nienawiści i wzajemnej wrogości. Warto o Ukrainie myśleć, kto może – modlić się… Nie jest dobrze być obojętnym. Nie trzeba od razu rzucać swojej codzienności, ale w tej codzienności – z wdzięcznością, że dla większości z nas jest ona wolna od konfliktu – o Ukrainie pamiętać. Przede wszystkim o ludziach tam, takich samych jak my, którzy niczym nie zawinili a znaleźli się w koszmarnym kotle.

***

Cytat w tytule pochodzi z utworu Włodzimierza Wysockiego „Ach, miły Wania…”

(…) Walcząc o nowy układ na planecie
zadaliśmy już nawet pierwszy cios;
w paryskiej męskiej toalecie
rosyjskie słowo nagryzmolił ktoś!
Lecz prawdę mówiąc, Wania, to my do Zachodu
tak pasujemy, jak pieprz do miodu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s