On making dreams come true

bottles

PL / EN

Jest taki zwrot, wobec którego mam bardzo mieszane uczucia. Żeby nie powiedzieć, ambiwalentne. „W najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że…”. Niby wiadomo, o co chodzi, ale… ale jednak. Słowa mają moc. Wpływają na myślenie. A przecież najśmielsze marzenia są od tego, żeby wykraczać poza schematy, granice, prawdopodobieństwo.

Pamiętam doskonale mój pierwszy rok nauki języka angielskiego. Miałam siedem lat, rodzice zapisali mnie na kurs, który odbywał się w pobliskiej szkole. Wyposażona w błękitny podręcznik i książkę z ćwiczeniami, powędrowałam na zajęcia. Wpatrywałam się w ilustrowane strony, powtarzając za postaciami w podręcznikowym komiksie Haj, hałarju? i Ajm fajn, fenks, hałarju?. Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała na koniec podręcznika. Rety, jakie skomplikowane konstrukcje! Jakie długie czytanki! Ja mam kiedyś (za kilka miesięcy?) to sama przeczytać? Pamiętam te początki bardzo dobrze. Wyjątkowo w pamięci utkwiła mi jedna sytuacja. Otóż mam brata. Nawet dwóch, ale teraz chodzi o tego jednego, starszego ode mnie o dwanaście lat. Tomek kończył wtedy liceum, był już po półrocznym pobycie w Stanach w ramach licealnej wymiany (a w połowie lat 90. to było coś!), po angielsku mówił perfekcyjnie. Na półce miał zbiór książek po angielsku, jedną z nich był wielki tom przygód Jamesa Bonda, w czarnej, twardej okładce. Tysiąc stron, nawet więcej. Czasem, kiedy Tomka nie było, brałam tę książkę i w zdumieniu przeglądałam, za każdym razem z nadzieją, że może trafię na jakieś znane mi już słowo i coś zrozumiem. Płonne nadzieje… Nie rozumiałam nic. Pewnego razu pożaliłam się mamie.

– Mamuś, ja nigdy nie nauczę się tak angielskiego jak Tomek! To jest niemożliwe, tak jak on mówić i rozumieć wszystko i móc czytać książki po angielsku! Musiałabym chyba sto lat się uczyć, żeby tak się nauczyć!

Jak się domyślacie, minęło lat kilkanaście, nie sto. Po statystykach wnioskuję, że Tomek to czyta, ale cóż, zaryzykuję: dziś znam angielski lepiej niż mój brat.

****

Gdy miałam dziesięć lat, Mama podsunęła mi do czytania ‚Zbrodnię i karę’ mówiąc, że w liceum, kiedy rosyjski był obowiązkowym językiem na maturze, czytała Dostojewskiego w oryginale. „Ale jak to, cyrylicą? Taką książkę?” – pomyślałam i westchnęłam z zazdrością. „Jak ja bym kiedyś tak chciała… rosyjskich mistrzów w oryginale czytać”.

Właśnie czytam Tołstoja. W oryginale.

books

***

W przeciwieństwie do większości osób robiących maturę międzynarodową, nie planowałam studiów za granicą. Ba, idąc do liceum opierałam się ze wszech sił przed pójściem do klasy o takim profilu. Gdy pod koniec pierwszej klasy coś mi się w głowie przestawiło i postanowiłam zdawać do IB, nadal chciałam studiować w Polsce, po prostu uparłam się na maturę z historii, ale ta w polskiej wersji mi nie odpowiadała (i wiedziałam, że bez bata nad głową nie siądę do nauki, a w mojej klasie do historii podejście było bardzo luźne).

Niecałe dwa lata temu skończyłam licencjat w Londynie.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że będę mieszkać w Anglii, popatrzyłabym na niego, jak na wariata. I gdzie jeszcze będę mieszkać, hm? Ano, dziewczynko, we Włoszech… Phi! Przecież nie znam włoskiego! … Nauczysz się. I co mi jeszcze powiesz? … i w Rosji będziesz mieszkać. Czy tyś, człowieku, na głowę upadł? W Rosji? Przecież o Rosji to… to Kapuściński pisał! I Jagielski! I Hugo-Bader! I ja zawsze chciałam pojechać, ale… ale to takie abstrakcyjne!

Piszę te słowa z Petersburga. Wenecji Północy…

***

Uśmiecham się w myślach do małej Ewy, błądzącej z zamkniętymi oczami palcem po globusie. Potrafiłam tak godzinami kręcić miniaturą naszej planety, ze zdumieniem wpatrując się w tajemnicze lądy. Albo w niedzielne przedpołudnia chłonąć programy przyrodnicze. Afrykańska sawanna. Lwy, zebry, żyrafy. Hieny też. Amazońska dżungla. Skuty lodem biegun. Australijskie robactwo. Mamo, Tato, gdzie to jest, tam można pojechać i samemu zobaczyć?

„Tam trzeba lecieć samolotem”. To był początek lat 90., latanie nie było dostępne przeciętnemu obywatelowi kraju, który dopiero wyczołgiwał się z komunizmu. Mimo wszystko, gdzieś tam podskórnie czułam, że kiedyś polecę i zobaczę te wszystkie miejsca. Nie miałam pojęcia jak, ale chęć doświadczenie tego, co wtedy tylko na ekranie telewizora, była ogromna.

Dlatego dziesiątki razy wypytywałam Mamę o szczegóły jej służbowego lotu do Francji i Tatę o lot do Stanów kilkanaście lat wcześniej, jakby chcąc poczuć choć przedsmak przygody. Interesowało mnie wszystko: start, lądowanie, jedzenie na pokładzie samolotu, stewardessy, współpasażerowie, widok z okna, no i przede wszystkim – jak to jest, mieć pod sobą chmury?

airport

***

Przykłady tego, co wydawało mi się niemożliwe, nieosiągalne, odległe, abstrakcyjne i nie do zrealizowania, mogłabym mnożyć. Z perspektywy czasu część tych rzeczy wydaje się czymś normalnym i oczywistym. Warto sobie przypomnieć ich niezwykłość, nawet jeśli jawi się to nieco naiwne.

Często słyszę: „Ależ ty jesteś zmotywowana!”, „Tacy ludzie osiągają sukces!”, „Sukces trzeba wizualizować!” Hmm… jeśli coś mnie motywuje, to na pewno nie wizja ‚sukcesu’. Choćbym chciała, ja po prostu tego ‚nie czuję’. Staram się po prostu odkrywać swoją drogę, którą Ktoś przygotował i wierzę, że jest to droga najlepsza z możliwych, jeśli z pełną ufnością nią iść. Takie proste, takie trudne.

3

***

Na studia, na których jestem, nie poszłam, żeby odnieść sukces w instytucjach międzynarodowych. Poszłam, bo oznaczało to rok mieszkania we Włoszech, pół roku w Rosji, czyli podróż i to w wersji według mnie najlepszej – mieszkanie w nowym miejscu, nie zwykły urlop. Dzisiaj, kończąc dwadzieścia pięć lat, myślę sobie, że dość tego wagabundztwa. Podróże – wspaniała rzecz, ale wyraźniej niż kiedykolwiek czuję, że czas zatrzymać się w Polsce i stamtąd ruszać co jakiś czas w świat bliższy i dalszy. Ludzie czasem całe życie szukają ‚swojego miejsca’ i znaleźć nie mogą. Mogę mówić tylko za siebie, ale na ile przepracowałam temat w sobie, to wiem, że żadne miejsce, choćby z najbardziej błękitnym niebem i najprzyjemniej grzejącym słońcem nie sprawi, że będziemy szczęśliwi. Nie o miejsce tu chodzi.

gdansk1

A jeśli dzięki podróżowaniu stałam się choć trochę lepszym człowiekiem, to warto było.

.

There is a phrase which makes me confused every time I hear it. „I have never dared to dream of…” – theoretically, we know what it’s supposed to mean, though… I believe that words do have power and impact our thinking. And I believe that dreams are supposed to go beyond reality, borders and probability. Why would you limit yourself, even if it’s just semantics?

I remember the time when I started learning English. I was seven years old and was just about to begin learning my first foreign language, how exciting! The first pages of my course book were about illustrations and basic phrases like ‚Hi, how are you’ and ‚I’m fine, thanks’, which I kept on repeating. I was very curious to see what’s hidden on the last pages of the book and when I checked them, I was terrified. All those complex structures! The readings were so long I couldn’t believe I’d be able to read them one day. I remember one situation particularly well. I have a brother (ok, I have two, but let’s not get into details now). When I started learning English, Tomek was finishing high school and he just came back from a six months exchange in the US (which was a big thing in the 1990s in Poland) and spoke perfect English. He had a collection of English literature, including a 1000 pages James Bond adventures. Sometimes, when my brother was away, I’d take the book and try to read some bits, hoping that this time I’d understand at least a few words. Sadly, I didn’t. I told my mum:

– Mum, I’ll never know English as well as Tomek does. It’s impossible, to speak so well and to understand everything and be able to read books in original! I’d have to study 100 years to get to that level!

As you may guess, a couple of years (ok, eighteen) have passed. And you know what? I speak English better than my brother.

***

When I was ten years old, my mum suggested me to read ‚Crime and Punishment’ by Dostoyevsky. She mentioned that when she was in high school, she read Dostoyevsky in Russian. I was in awe and thought that I’d love to be able to read in Russian one day, but it seemed so unrealistic.

I am currently reading Tolstoy. In Russian.

***

As opposed to the majority of people doing the international baccalaureate programme, I never intended to study abroad. Actually, I did everything I could not to go the the IB class and it was only at the end of the first year of high school that I changed my mind. Not because I wanted to study abroad, but because I wanted to do history in my final exams and I knew I wouldn’t be able to pass it in the Polish class, as no one would push me to study there.

Two years ago I got my BA in London.

If someone told me a few years ago that I’d live in England, I’d consider him or her insane. Where else will I live, hm? Well, you’ll live in Italy… What?! I don’t even know Italian! … You’ll learn Italian. Ok, anything else you want to tell me? …you’ll live in Russia too. Are you kidding me? In Russia? I know I always wanted to, but… but it’s unthinkable!

I’m sitting in my room in St. Petersburg right now.

***

I smile then I think of little me, playing with a globe model with my eyes closed. I could spend hours pointing at random places on the planet and asking my parents whether it’d be possible to see Africa or Australia. „You need to take a plane to get there”, said my dad. It was the beginning of the 90s and travelling by plane was not a common thing in Poland. Nevertheless, I knew somehow that one day I will get on a plane and see all those places. I had no idea how I’m gonna do that, but the will to experience what at that time I could only watch on the TV screen was great.

I kept asking my parents about the details of their flights – my mum’s trip to France and my dad’s to the US, years before. I wanted to know everything: how the take off and landing looked like, what food was served on board, how the stewards behaved, did my parents meet any interesting people on the plane, what the view from the window was, and most importantly – how did it feel to see the clouds below you?

***

I could multiply examples of what seemed impossible to realise to me. There’ve been so many. Now, from time perspective, some of them appear normal, obvious, easy. Nothing special. I believe that it’s worth reminding oneself about their special meaning and uniqueness, even if it sounds naive.

Quite often I hear people say that I’m highly motivated, that this kind of people succeed in life, that you need to visualise success… well I don’t. If something motivates me, it’s definitely not a vision of ‚success’ (whatever this word means). It’s not my type of thing. I’m just trying to find my way, which I believe is the best possible, because it’s been prepared by God. You just need to trust. So easy… yet so hard.

***

I didn’t choose my degree to spectacularly succeed in international institutions. I don’t mind if I do, but that was not the reason. I wanted to use the chance to live in Italy for a year and then in Russia, as I believe that the best way to travel is to live in the particular place or region. Today, as I’m turning 25, I feel that it’s enough of wandering around and changing places of living. I know better than ever that my home is in Poland and that’s where I want to go on adventures from. I’ve met too many people who are looking for ‚their place on Earth’ their whole life and never find it. I can only speak for myself, but I’ve been thinking about the issue a lot and I know that no single place, even the one with the most beautiful sky and beach won’t make us truly happy. Happiness is not about the place.

 

Reklamy

7 uwag do wpisu “On making dreams come true

  1. Oj Ewa, Ewa :)
    Lubię, gdy zapisujesz na swoim blogu moje przemyślenia, tylko nie pamiętam, bym się nimi dzieliła ;)

    P.S. I za ten śpiewnik dominikański na zdjęciu, dzięki!
    Ibazela

  2. Piękna notka … różne są drogi Wyjechałem kiedy miałem 24 lata i nie wiedziałem że nie wrócę przez następne 24 i pewnie dłużej … Teraz jest tak wiele możliwości studiów zagranicznych i wolność podróżowania i tak wiele możliwości i w Polsce by pracować i podróżować

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s