Tulip festival and white nights

tulipswhitenights-0115

Kończący się właśnie tydzień był dla mnie dość ciężki – ostatnie zajęcia na uczelni, pierwszy egzamin w sesji (z rosyjskiego – zaliczony na elegancką piątkę, choć zostałam zaskoczona w poniedziałek przez nauczycielkę, która zamiast poprowadzić normalne zajęcia, pomachała mi przed nosem testem, więc nawet nie zdążyłam się przejąć, już pisałam pierwszą część egzaminu; środową gramatykę zaliczyłam z wynikiem 99/100, a jedyny błąd zrobiłam, o ironio, pisząc, że uczę się ‚na’ egzamin, zamiast ‚do’ egzaminu). Kolejny tydzień będzie prawdziwym szaleństwem, bo trzy egzaminy, w tym dwa jednego dnia, to jednak lekka przesada. Pocieszam się, że niedługo będzie po wszystkim, zostanie ‚tylko’ magisterka i podróże. Żeby nie zwariować w tym kołowrotku, we wtorek wieczorem, kiedy zelżały upały, pojechałam z F. na Krestovsky Ostrov, bo w tamtejszym parku miała znajdować się wystawa tulipanów. Zdjęcia w internecie były imponujące, bo przedstawiały prawdziwy dywan z kwiatów. Rzeczywistość lekko rozczarowała, bo tulipany rosły sobie ‚plackami’ w parku, ale w końcu znalazłyśmy większe poletko. Piękne kwiaty, choć ja byłam trochę niepocieszona, bo nie było moich ulubionych bladoróżowych (chłodny odcień, jak róż do policzków delikatny, te na pierwszym zdjęciu są zbyt ciepłe i łososiowe) tulipanów, na punkcie których jestem lekko nienormalna. Cóż, jak się nie ma, co się lub, to… wiadomo.

This week has been quite tough for me. I had my last classes at uni and passed my first exam – got a five in Russian, such a relief. Next week will be just hectic, as I have three exams then and an essay to hand in. I’m just telling myself it’ll be over soon and ‚all’ I’ll have to do is write my master thesis. And travel a bit too, so there’s something to look forward to. On Tuesday I decided to take an afternoon off and relax. I went to a tulip festival on Krestovsky Ostrov with my flatmate – you can see how beautiful the flowers were, though to be honest, what we saw online before was more impressive.

tulipswhitenights-0121-2

tulipswhitenights-0129

tulipswhitenights-0119

tulipswhitenights-0151

Bardzo spodobał mi się sam park – oaza spokoju w tym ogromnym mieście. Park jest bardzo duży, alejki są szerokie, co wykorzystują rolkarze (bardzo popularny sport tutaj!). Co jakiś czas drogę przecina wiewiórka, są miejsca głośne z karaoke, są zupełnie ciche i puste. I te łódki! Coś wspaniałego. Pełen relaks.

I really liked the park, as finding a quiet place in a huge city is not always easy. And I totally loved the boats! The ones in the pictures were filled with flowers and were just floating on the water, but in other places there were people relaxing in the boats too.

tulipswhitenights-0143-2

tulips5

tulipswhitenights-0144

Jeszcze taka miła niespodzianka – ulubiony ‚Pocałunek’ Klimta. Ot tak, po prostu. Mam do tego obrazu ogromny sentyment, więc na ten widok mimowolnie się uśmiechnęłam.

Such a nice surprise – a statue of Klimt’s ‚Kiss’! I have a huge sentiment for the painting, so automatically smiled when I saw this ‚reproduction’.

tulipswhitenights-0114

Przed 20.oo pożegnałam się z F. i pojechałam do centrum, gdzie spotkałam się z J. i M. Słońce nadal było wysoko, oddychać ledwo się dało. Poszliśmy na lody (rosyjskie lody takie dobre! Wybaczam nawet zamiennik Magnum – Magnat) i poszukiwanie miejsca nad rzeką. Po drodze prawie dostałam zawału, kiedy odwróciłam głowę, żeby spojrzeć na Newę, a zobaczyłam centymetry ode mnie dziewczynę siedzącą na murku, owiniętą wielkim, spasłym, kilkumetrowym boa. Nie żartuję.

Ale potem… potem było leniwe siedzenie nad samą wodą, która bujała się od przepływających motorówek. Zimne piwo, twarz przepalona słońcem. Jak dobrze. Chyba po 23.oo dołączył do nas R., powoli ruszyliśmy pospacerować. Żeby nie było za nudno, w zamyśleniu niemal wpadłam w pysk konia, stojącego pod McDonaldem. Petersburski dzień zwierzaków…

Magia białych nocy. A to dopiero początek. Póki co jasno jest jeszcze po 23.oo, potem lekko się ściemnia i po północy powiedzmy, że jest ciemno – ale też nie tak zupełnie. Wczoraj w nocy wyjrzałam przez okno po 2.oo i nad blokami już się przejaśniało. Takie cuda.

Then I went to the city centre, where I met with Justyna and Mateusz. It was stil veeery hot, so we grabbed ice cream and walked to the river. I almost got a heart attack there as at some point I turned my head only to see a girl who had a boa wrapped around her body. The snake was giant and super fat. I mean… seriously?
We found a nice spot and sat at the riverside with a cold beer. After 11 pm we were joined by Rafał and we just wandered around for a bit. Boring? Well, not really, as I bumped into a horse standing in front of McDonalds. Yea, I know… Russia and me combined equals this kind of stories.
The white nights are only beginning but they’re already amazing. It only starts to get grey-ish around midnight and after 2 am the sky is getting brighter again… magic!

tulipswhitenights-0153

tulips4

tulips3

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Tulip festival and white nights

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s