Tatry (2)

tatry-0018

Gdy pierwszego wieczoru Zosia wręczała mi klucz do pokoju, rzuciła mimochodem: „Zapomniałam ci powiedzieć, jesteś w pokoju z dwoma chłopakami, staramy się nie mieszać, ale nie było wyjścia, nie przeszkadza ci to?”. Zaśmiałam się i powiedziałam, że nie ma problemu, ale do pokoju szłam z lekką niepewnością. Stwierdziłam jednak, że nie będę wpadać w paranoję, w góry zazwyczaj chodzą fajni ludzie. W pokoju zastałam Krzyśka i Pawła, którzy uratowali mój zalany telefon, jak więc miałabym ich nie polubić. Prognozy na następny dzień nie były zachwycające (zapowiadała się, mówiąc wprost, wielka zlewka) i siedząc przy wieczornym grzańcu nad mapą postanowiliśmy iść do Piątki i tam zdecydować, co dalej.

Obudziły nas budziki, bo na pewno nie słońce. Naciągnęłam śpiwór na głowę i zaczęłam mruczeć pod nosem, że ja się stąd nie ruszam, ale moi współlokatorzy nie mieli litości i przed siódmą ściągnęli mnie z łóżka. Godzinę później wyszliśmy ze schroniska i zanurzyliśmy się w morzu mgły. Widoczność przez większość czasu:

tatry-0016-2

tatry-0032-2

Lepiej niż na zdjęciu poniżej tego dnia nie było. Gdy na wysokości Siklawy (o tym, że mijamy wodospad, zorientowałam się po narastającym hałasie, bo na zobaczenie czegokolwiek nie było szans) zahaczyłam aparatem o skałę i zobaczyłam frunący w dół dekielek od obiektywu (mały zjazd po mokrej skale i odzyskałam, co moje), postanowiłam schować aparat. Nie lubię też przez robienie zdjęć zostawać w tyle, a w tamtym momencie Krzysiek i Paweł zniknęli we mgle kilkanaście metrów przede mną i było mi trochę nieswojo (to też kolejny powód, dla którego lubię chodzić po górach sama – nikt nie robi krzywej miny, gdy kolejny raz zatrzymuję się nad jakąś paprotką).

tatry analog 14

W tej mgle zupełnie odpłynęłam myślami, patrzyłam tylko na te kilka kamieni widocznych przede mną, gdy nagle ze zdziwieniem usłyszałam obce głosy. Podniosłam głowę – wokół mnie dalej mleko. Jeszcze kilka kroków i… wchodzę po schodach schroniska. Gdyby nie rozmawiający na ganku ludzie, w ogóle bym się nie zorientowała, że to już Piątka! O zobaczeniu stawów mogliśmy zapomnieć – dopiero podchodząc pół metra do brzegu, widać było wodę.

Posiedzieliśmy w schronisku, ja wciągnęłam obowiązkową szarlotkę (najlepsza w Tatach, bezapelacyjnie!) i grzane wino i zdałam się na chłopaków w kwestii decyzji, co dalej, bo nie uśmiechało mi się samej ładować gdzieś wyżej przy takiej pogodzie (jak się później okazało, powyżej 2000 metrów było słońce i piękne widoki na wynurzające się z chmur najwyższe szczyty, co powiedział nam wieczorem pewien starszy pan w Roztoce, a ja miałam ochotę się rozpłakać). Wybraliśmy niebieski szlak do Morskiego przez Świstówkę – szlak przecudnej urody w przyzwoitych warunkach, tym razem widoków na osłodę monotonnego podejścia nie było. Przy zejściu kamienie troiły mi się w oczach, w głowie tłukła się myśl, że mam za krótkie nogi na ten szlak.

Spodziewając się podobnie kiepskiej pogody w czwartek, wstępnie zaplanowałam szwędanie się po dolinach, może Gęsią Szyję i opijanie się herbatą na Wiktorówkach. Krzysiek i Paweł ulotnili się o świcie do MOK-a, żeby być bliżej Rysów i Mnicha, które mieli w planach, ja wyszłam dopiero przed ósmą. Zachmurzenie, owszem, było, ale zdecydowanie mniejsze. Rzuciłam okiem na zielony szlak i bez dłuższego zastanawiania, ruszyłam tą samą drogą, co poprzedniego dnia.

tatry analog 13

Nie minęło pół godziny, gdy, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, między drzewami zaczęło się przejaśniać. Czyżby słońce? Przecierałam w zdumieniu oczy. Trudno uwierzyć, że to ta sama trasa!

tatry-0022

tatry analog 15

tatry-0026

Niezmiernie szczęśliwa, pognałam przed siebie, roztaczając w głowie wizje hasania po Orlej tego dnia. Kręcąc głową na wszystkie strony, podziwiałam radośnie widoki. Wtem! Odwracam się i widzę to.

tatry2-0004

tatry-0029

W dolinę w tempie błyskawicznym zaczęła wlewać się chmura. Pomyślałam, że jest zbyt pięknie, żeby tak po prostu miało się zepsuć i na pewno chmura ‚się rozejdzie’. Gdzieś tam z tyłu głowy siedziała mi jednak zapobiegawcza myśl, że może Siklawę lepiej sfotografować teraz, póki jest widoczna, bo coś zbyt gwałtownie zmienia się pogoda.

tatry-0028-2

Po błękitnym niebie nie było śladu, ale wodospad jeszcze łaskawie zapozował.

tatry analog 110

Nie minęła minuta, było tak. Oho – pomyślałam – no to się ścigamy, chmuro, kto pierwszy do schroniska.

tatry2-2

Oddech chmury czułam już na plecach, ale do schroniska miałam pięć minut. Poza tym, po doświadczeniach dnia poprzedniego, sądziłam, że mleko zaleje niższe partie gór, a ja wyjdę wyżej i będę cieszyć się chmurami u moich stóp ze Szpiglasowego. Nic to, że chmury pojawiły się również w górze…

tatry2-0005

tatry2-0006

Z uśmiechem na ustach zawitałam do schroniska, zamówiłam ciasto jagodowe (chyba jeszcze lepsze, niż szarlotka!) i grzańca (o 9.oo rano…), na co usłyszałam, że zamawiam zestaw na złą pogodę – skwitowałam to śmiechem i komentarzem, że pogoda będzie piękna, bo chcę iść wyżej.

tatry2-0007

Czyściłam talerzyk z okruszków, gdy do schroniska wszedł ktoś w pelerynie. Spojrzałam za okno i aż jęknęłam – mżyło. Ale! Deszcz mi nie straszny, szybko się zwinęłam, również założyłam pelerynę i poszłam w kierunku szlaku na Szpiglasową Przełęcz. W ciągu dziesięciu minut rozpadało się na dobre, ja jednak uparcie szłam. Dość szybko zorientowałam się, że jestem jedyną osobą idącą w tym kierunku – wszyscy schodzili z Zawratu i Koziego. Zapytałam mijanych ludzi o warunki na Szpiglasowej, na co usłyszałam, że „nie jest najgorzej”, ale to było dwie godziny wcześniej. Wieje, zacina deszczem, zalewa mi oczy, peleryna się podwinęła, merynos pod nią przemókł, ręce zlodowaciały… ja idę dalej. Podniosłam głowę, spojrzałam na wielką, ciemną chmurę kłebiącą się nad podejściem na przełęcz i zupełnie ukrytą grań i głośno się siebie zapytałam, czy mnie już zupełnie pogrzało. Gdzie ja się ładuję? Ociągając się, zawróciłam i smętnie ruszyłam w drogę powrotną. Szłam jak robot, bez zastanowienia – zamiast trochę krócej (i prościej) czarnym szlakiem, nadłożyłam drogi zielonym, którym przyszłam. Tak się zamyśliłam, że minimalnie odbiłam od szlaku, władowałam się w pionową skałę („Co za idiota wytyczył tędy szlak! Przecież tędy nie da się zejść!” – mruknęłam) i trzymając się kosodrzewiny, próbowałam jakoś tamtędy zejść. Nagle – ślizg. Popisowo poleciałam w dół, obijając sobie kość ogonową i zahaczając nadgarstkiem o kosodrzewinę. Zatrzymałam się na skraju ścieżki, otrzepałam się z błota i przewróciłam oczami na widok zakrwawionej ręki pachnącej żywicą. Byle do schroniska…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Tatry (2)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s