La bella Italia (1)

Potrzebowałam dwóch miesięcy od powrotu, żeby zebrać się do napisania kilku słów o wypadzie do Włoch. No dobrze, były pstryki komórkowe, ale tak naprawdę czekałam, aż zbiorę zdjęcia z wszystkich aparatów – prawie się udało.

Wyjazd był dla mnie dość nietypowy. Pierwszy raz od… od dawna (od piętnastu lat dokładnie) pojechałam na wakacje z rodzicami. Wakacji by nie było, gdyby nie powód główny, wokół którego zbudowany został cały wyjazd, ale o tym więcej innym razem.

Biorąc pod uwagę fakt, że musieliśmy znaleźć się w konkretnym miejscu w konkretnym czasie, myślę, że cena biletów kupowanych z nieco ponad miesięcznym wyprzedzeniem była jak najbardziej do zaakceptowania. Postanowiliśmy lecieć z Gdańska, bo opcja męczenia się do Warszawy (skąd są loty do docelowej Bolonii) lekko nas (mnie) odpychała – czas, pieniądze, stres… Z Gdańska jednak polecieć można tylko do Mediolanu (Bergamo), żeby to wszystko miało ręce i nogi, zaczęło się więc intensywne planowanie. Planowanie w zupełnie innym stylu, niż zazwyczaj, bo nagle okazało się, że przecież nie będziemy nocować w namiocie lub schronisku…

O Bergamo* od jakiegoś czasu robi się coraz głośniej, bo odkrywane jest jako ciekawe miejsce samo w sobie, a nie tylko tani port lotniczy. Z głosami zachwytu nie będę polemizować, bo faktycznie warto Bergamo odwiedzić. My planowaliśmy spędzić tam czas od przylotu (czyli 15.oo) do wieczora, w praktyce wyszło niestety inaczej. Co takiego się stało?

[tu następuje przydługawa część-przestroga, kto niecierpliwy, niech przewinie poniższe akapity]

Po wylądowaniu w Bergamo żwawym krokiem ruszyliśmy do punktu Europcar, żeby szybko odebrać zarezerwowany wcześniej samochód, to chyba miał być jakiś zgrabny Peugot. Wystaliśmy swoje w kolejce, wymieniliśmy z tatą uśmiechy widząc Rosjan, których kartę kredytową odrzucało (ja nawet po cichu zażartowałam o sankcjach – chyba mnie pokarało chwilę później), wreszcie przyszedł czas na nas. Pokazujemy rezerwację, dajemy dokumenty, kartę, przebieramy nogami, czekając na kluczyki, którymi pan za biurkiem już pomachuje. Wtem! Pan marszczy nos, kręci głową, mruży oczy. Chwyta za słuchawkę telefonu i żywo gestykulując, mówi coś po włosku. Coś, z czego dociera do mnie wystarczająco, żeby zrozumieć, że jest problem z kartą (potrzebną do ściągnięcia depozytu). Co więcej, pan nie zamierza nic z tym robić, bank nie udzieli mu informacji, musimy się sami dowiedzieć, co jest nie tak, albo dać inną kartę – kredytową oczywiście (bo przecież mamy ich na pęczki). Robi się nerwowo, wydzwaniamy do PKO do Polski (nie chcę wiedzieć, ile te rozmowy kosztowały), konsultanci w Warszawie i Gdańsku nie potrafią nam pomóc, w kółko powtarzając gotowe formułki. Mi ręce opadają, pytam w końcu maksymalnie zdenerwowana, co w takiej sytuacji pan konsultant radzi zrobić, na co on swoim wyuczonym, milutkim głosem odpowiada „nie wiem”. Świetnie. Od dwóch godzin siedzimy na zapyziałym lotnisku w Bergamo, nasz nocleg jest 40 kilometrów dalej, ja pojutrze mam obronę magisterską i świruję już lekko, utknęliśmy. Wreszcie zdesperowana po raz kolejny idę do biura Europcar i pytam, czy nie możemy z karty ściągnąć tyle, ile jest (w międzyczasie udało nam się poznać stan środków i okazało się, że do pełnego depozytu brakuje kilkunastu złotych…) a resztę wpłacić gotówką – przecież to grosze (uprzedzę ewentualne porady – płatność gotówką była absolutnie nie do zaakceptowania, podobnie jak przelew, pytaliśmy sto razy). Pan uparcie mówi „no, no, no”. Nagle jednak mówi, że może nam dać to auto za mniejszą kaucją… pod warunkiem, że wykupimy pełne ubezpieczenie na każdy dzień, czyli dodatkowe 7×25 euro. Już nawet się nie powstrzymywałam, spojrzałam na niego wbijającym w fotel wzrokiem i powiedziałam, że nie ma takiej opcji. Po kolejnych pertraktacjach nastąpił ‚sukces’ – wynegocjowałam inne, mniejsze auto, które mieściło się w kwocie depozytu, którą mogliśmy zapłacić. To inne auto to… ehm… Fiat Panda. Wiem, moja mina była podobna. Kurtyna.

Nie mam pojęcia, jak jest w innych bankach, ale w PKO na pewno na odległość w takich sytuacjach nic nie można zrobić, więc kilka razy sprawdźcie, jak wygląda stan karty. Jedyna opcja to samodzielne przerzucenie pieniędzy ze zwykłego konta na konto karty kredytowej, ale operacja księgowana jest dopiero po północy (była 16.oo), więc jeśli się spieszycie, to kiepsko.

Skąd w ogóle cały problem? Sprawdzaliśmy stan karty przed wyjazdem, pieniądze tam były (najpierw więc przerażenie!), z dużym zapasem. Co się więc stało? Prawdopodobnie w tym samym czasie wszystkie trzy hotele, które mieliśmy zarezerwowane, postanowiły ‚próbnie’ ściągnąć opłaty za nocleg – mają do tego prawo, rezerwując hotel podajemy dane karty, to jest szybka operacja, ale zanim to wszystko się zaksięguje, trochę czasu upływa. Mimo, że środki na koncie były, przekroczony został limit karty i bach – mamy kłopot. Niech to będzie przestroga dla innych, my już na pewno takiego błędu nie popełnimy, stres był ogromny.

[koniec przestrogi]

Wjechaliśmy tak wysoko, jak się dało, zaparkowaliśmy auto i w promieniach zachodzącego słońca (pięknie!) powędrowaliśmy w górę. Widoki na okoliczne wzgórza i miasteczko w dole były bajeczne, z drugiej strony miałam świadomość, że za chwilę będzie ciemno i była to myśl dość stresująca.

analog4-0034

analog4-0022

analog4-0032

W ekspresowym tempie przeszliśmy kilka uliczek, zatrzymaliśmy się na krojoną pizzę (taaaka dobra, zapomnijmy o glutenie na tydzień), obeszliśmy główny plac i trzeba było wracać do samochodu.

italia analog

analog4-0031

Dochodziła dwudziesta, robiło się nerwowo (wsiadając w południe do samolotu myślałam, że o tej porze będę wykąpana leżeć w hotelowym łóżku i przygotowywać prezentację na obronę), nawigacja wariowała… Najlepsze, co w tej sytuacji można było zrobić, to spróbować poradzić sobie siłą spokoju i opanowaniem. Jakoś (naprawdę ‚jakoś’) udało nam się z tego labiryntu wydostać. Po wielu (z naciskiem na wielu) przebojach, dotarliśmy na miejsce noclegu. I tak jak jestem sceptyczna wobec technologii wszelakich, tak muszę przyznać, że jadąc po ciemku bez nawigacji byłoby to niemożliwe. Makgajwer czy inny cudotwórca by nie dał rady, gwarantuję.

Miejsce jednak warte było trudu. Oczywiście zależy, co kto lubi, ale ja lubię końce świata, więc bardzo mi nasz nocleg przypadł do gustu. Znaleziony (jak wszystkie) przez booking.com po tym, jak załamałam się cenami w Bergamo. Obiekt nazywa się Villa Santa Maria dell’Arco (ładnie, prawda?) i położony jest 35 kilometrów od lotniska w Bergamo. To, co zobaczyłam za oknem po przebudzeniu wynagrodziło trudy poprzedniego dnia.

analog4-0038

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to brak wi-fi, które teoretycznie powinno działać. Z jednej strony – nocujemy w dawnym klasztorze wśród pól, z drugiej – jest to wprowadzenie w błąd; mnie internet był naprawdę potrzebny w tamtym momencie. Siostry, które opiekują się hotelem nie mówią po angielsku (na szczęście ja po włosku rozumiem w zasadzie wszystko, gorzej z mówieniem), ale jest to do przejścia. Śniadania typowo włoskie i skromne – coś słodkiego, kawa, sok, ale tak jest w większości hoteli.

analog4-0035

Po śniadaniu i zachwytach obiektem oglądanym w świetle dziennym, zapakowaliśmy się do naszej Pandy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Wybraliśmy główną drogę (ale nie autostradę, więcej na ten temat w kolejnych wpisach); zamierzaliśmy zatrzymać się nad jeziorem Garda – nie wypadało przecież tylko przejechać obok. Nieważne, że dobę później miałam obronę pracy magisterskiej kilkaset kilometrów dalej, że byłam już kilkanaście godzin spóźniona z wysłaniem prezentacji, nie miałam planu prezentacji, ba! ja nie miałam pojęcia, co w ogóle chcę powiedzieć. Do tego, że ani razu nie przeczytałam mojej magisterki w całości, nawet nie będę się przyznawać. Jezioro Garda więc – w następnym wpisie!

italia analog1

* zainteresowanym Bergamo polecam wpisy Agnieszki oraz Marcina

Reklamy

21 uwag do wpisu “La bella Italia (1)

  1. Lubię historie kiedy coś się dzieje ;)
    kiedy czytałem Twój wpis od razu przypominało mi się jak zaspałem na lotnisku na samolot w USA, albo jak nielegalnie, zupełnie niechcący, przekroczyłem granicę boliwijsko-paragwajską ;)
    Do takich trudnych momentów wraca się po czasie z radością! ;)

    • Pewnie, wspomnienia są potem bezbłędne… też mam na koncie „zaspany samolot”, zaspany Eurostar… :D Ta nielegalnie przekroczona granica brzmi ciekawie :D

  2. Ewo! Ja tam lubię Twoje zdjęcia – przebarwienia dodają klimatu. W ogóle pomysł ze skanowaniem uważam za MEGA! A Fiat Panda spoko jest! Na każde miejsce parkingowe się wciśnie ;) Całą Portugalę zjechaliśmy (właśnie takim z Europcar) i do tego jeden im jeszcze niechcący troszkę zepsuliśmy… :/ Pozdrawiam!

    • Dzięki ;-)
      O Pandzie pewnie napiszę w podsumowaniu jeszcze, bo ostatecznie byliśmy bardzo zadowoleni – na tych ciasnych włoskich uliczkach i zapchanych miejscach parkingowych sprawowała się genialnie! Na autostradzie pocisnęliśmy 130…:D Tylko raz była chwila grozy na baaardzo stromym nachyleniu, ja zaczęłam Zdrowaśki odmawiać, bo myślałam, że zlecimy… podjechaliśmy na jedynce :D

  3. Ja też czasem potrzebuję więcej czasu po podróży, aby coś opisać. Czasem mogę niemalże z marszu, a czasem to musi poleżakować, dojrzeć i odczekać aż przyjdzie jego czas. Historia jakże nieskończona, jak odcinek serialu, którego nie mozesz się doczekać:).

  4. mnie to Bergamo coraz bardziej ciągnie, ale wiecznie mi nie po drodze. I przyznaję, że w dużej mierze ceny noclegów mnie odstraszają, ale ten Wasz prezentuje się całkiem niesamowicie, więc może czas znów przemyśleć wyjazd tamże :) a co do banków ostatnio miałam z Millennium małe przejścia jak mi niesłusznie ściągnęli kasę, mimo że bankomat mi jej w Brazylii nie wypłacił – w końcu reklamację uznali, ale trwało to za długo (chociaż miało nawet do 90 dni, co jest skandalem!)

    • nasz nocleg był genialny, choć do zwiedzania samego Bergamo chyba bym nie poleciła – dosyć daleko jest. nam pasował, bo był na trasie w kierunku, w którym i tak musielibyśmy jechać, więc byliśmy ten odcinek „do przodu”. w Bergamo może poza sezonem można upolować sensowne ceny, ale te, które ja znalazłam były mocno nieproporcjonalne..

      banków to ja się teraz boję :D

  5. historia z kartą strasznie niefajna… warto zawsze mieć jakieś dodatkowe zabezpieczenie w postaci innej karty :) wiem po sprawie każdy jest mądry…
    mam nadzieję, że się nie obrazisz.
    zdjęcia są z kliszy i później skanowane? niestety jakość wg mnie jest taka sobie i do tego mocne przebarwienia i dominanty niebieskiego – warto to skorygować.

    • jasne, z kartą to mocna lekcja na przyszłość – zupełnie nie przewidzieliśmy takiej sytuacji, raczej zabezpieczaliśmy się gotówką a tu taka heca.
      ja się nie obrażam łatwo :-) możesz śmiało krytykować ;-) jak najbardziej rozumiem uwagi i mam świadomość tych przebarwień, ale… ja lubię te analogi takie niedoskonałe, z szumami, przebarwieniami itd., tylko paproszki mnie denerwują i staram się je czyścić w miarę możliwości. tak, wywołuję film i sama skanuję. szczerze mówiąc chyba nawet nie wiem, jak dobrze skorygować takie rzeczy… podpowiesz?

      • konkretnie niestety nie odpowiem, bo moje zabawy z kliszą skończyły się lata temu, ale przy skanowaniu trzeba ustawić dobry profil kolorów i to już powinno być lepiej, a później zabawa w postprocesie na krzywych i profilach w np photoshopie… jednak najważniejsze jest od razu dobrze zeskanować z dobrymi kolorami. na pewno skaner ma jakieś ustawienia profili barwnych.

    • tak, daleko, za daleko na zwiedzanie Bergamo, ale nam był po drodze i właśnie pasował (i ta cisza!). w innym razie szukałabym czegoś w Bergamo lub zaraz obok :)

  6. Bardzo przyjemnie wygląda to na zdjęciach. Cóż, niestety czasami tak z tymi kartami bywa. Miałem już kilkukrotnie „przygodę”, o tyle dobrze, że w Polsce. Więc jeden telefon i zapewnienie, że będę i proszę nie anulować rezerwacji, myślę że w przypadku wypożyczalni (w Polsce) też tak by było. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo nie wiem przecież dlaczego odrzucało kartę, ale nie mam najlepszego zdania o PKO BP więc omijam ten bank szerokim łukiem. To tyle w kwestiach bankowych :) Co do wyjazdu to czasem tak bywa, że trzeba zebrać się w sobie i napisać kiedy przyjdzie czas. Ja do dziś nie mogę podzielić się z Czytelnikami – Wrocławiem, bo jakoś trudno mi zabrać się do tego, ale może za jakiś czas :)

    • Mój tata się dziwił też, bo miał podobną sytuację w Polsce, poszedł do banku i sprawę załatwił od ręki, przerzucono ze skutkiem natychmiastowym środki na konto karty… Ja też nie mam dobrego zdania o PKO BP, już kilka lat temu zlikwidowałam u nich konto i zmieniłam bank, no ale to akurat nie moja karta była :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s