La bella Italia (2) – Lago di Garda

Żal było tak szybko opuszczać nasze pierwsze noclegowe miejsce, bo widoki za oknem zachęcały do eksploracji okolicy, ale nie było wyjścia. Ruszyliśmy w drogę do Fratta Terme. Przed nami było trzysta kilometrów włoskich Fiatem Panda i po doświadczeniach poprzedniego dnia wiedzieliśmy, że Weronę, która była nam bardzo po drodze, trzeba będzie odłożyć ‚na kiedyś’. Żeby jednak nie zwariować do reszty w samochodzie, postanowiliśmy zatrzymać się na popas nad jeziorem Garda. Wypatrzyłam na mapie wysuniętą w głąb jeziora miejscowość Sirmione i to właśnie tam się zatrzymaliśmy. Muszę przyznać, że kilka razy zwątpiłam w sensowność tego postoju, bo Sirmione to taka Ustka, Łeba i Hel w sezonie, ale ostatecznie – było warto. Choćby po to, żeby na własne oczy zobaczyć taki kolor wody.

analog5-0001

Lago di Garda to jak twierdzi Wikipedia (a z tą nie śmiem polemizować) największe (55 kilometrów długości i 12 szerokości) i najczystsze włoskie jezioro. Faktycznie, końca nie było widać… Do tego blisko 350 metrów głębokości i jezioro naprawdę robi wrażenie. Chciałabym zobaczyć jego północną część otoczoną górami, ale i na to, co widziałam, nie narzekam.

analog5-0010

Poleniuchowaliśmy na pomoście, ja prawie zapłakałam nad zostawionym w samochodzie strojem kąpielowym (szczególnie, gdy do wody wpadł mi dekielek od obiektywu, ale wyłowiły go kąpiące się w pobliżu Rosjanki, z którymi wesoło pogawędziłam w ich języku – sankcje sankcjami, ludzie ludźmi, a rosyjski to piękny język). Trzeba się było jednak zbierać, bo czas pędził nieubłaganie, a ja nerwowo przełykałam ślinę na myśl o obronie następnego dnia.

analog5-0002

analog5-0008

analog5-5

Przeszliśmy się jeszcze po zabytkowej, bardzo ładnej części Sirmione. Nie nastawiajcie się na wielkie zwiedzanie, jest zamek z XIII wieku oraz kilka kościołów z tego i nieco późniejszego okresu. Dostępne do zwiedzania są też rzymskie ruiny, choć wstęp jest płatny. Mnie jeszcze zaintrygował klif na końcu cypla, ale nie starczyło nam czasu, żeby tam się wspiąć. Zamiast tego skupiliśmy się na poszukiwaniach najlepszej lodziarni, bo wiedziałam, że jadąc do Włoch jednym z głównych zamierzeń mojego taty było najeść się słynnych gelato. Lodziarnie rosły jedna na drugiej, znaleźliśmy taką, która według bardzo subiektywnych kryteriów wydała nam się obiecująca i nastąpił ten błogi moment… Jeszcze krótki spacer i to już naprawdę był czas, by ruszyć w dalszą drogę.

analog5-0007

analog4-0039

analog5-0003

analog4-0040

Na koniec informacja praktyczna. Gdyby ktoś kiedyś w tych rejonach poruszał się samochodem i chciał zaoszczędzić na autostradach (więcej na ten temat będzie we wpisie czysto podsumowującym), to jest to świetny pomysł, tylko nie w przypadku Bolonii. My straciliśmy tam trzy godziny (!), przejazd przez to miasto to koszmar. Wcześniej, trasa Werona-Bolonia zwykłymi drogami jest bardzo w porządku. Natomiast odcinek Bolonia-Forli to dramat, niby główna droga, a co kilkaset metrów są światła. Przez kilkadziesiąt kilometrów bez przerwy, wierzcie mi, można oszaleć.

Znów, zamiast planowanego popołudnia, w hotelu znaleźliśmy się wieczorem. Uroczy recepcjonista z anielską cierpliwością znosił moje pojawianie się w holu – a to drzwi do pokoju nie potrafiłam otworzyć, a to hasło do wifi było mi potrzebne, a to konspekt prezentacji chciałam wydrukować, a to kawy mi się zachciało o dziwnej porze. Za każdym razem uśmiechał się rozbrajająco, mówiąc „yes, madame”.

Wszyscy byliśmy padnięci, rodzice poszli spać, a ja siadłam do pracy nad prezentacją. Skończyłam krótko przed północą, kiedy to uznałam, że wolę się względnie wyspać, niż zabierać się za czytanie pracy magisterskiej w środku nocy. Jeśli czytają to osoby, przed którymi jeszcze są ważne egzaminy, to oczywiście nie namawiam do brania ze mnie przykładu… z drugiej strony, sama doświadczyłam tego, że obrona to faktycznie formalność (jeśli macie przychylnego promotora, mój mnie bardzo lubił) i więcej można ugrać błyskotliwością, inteligencją i poczuciem humoru (wszystkie trzy lepiej sprawują się u wyspanego człowieka), niż bezmyślnym recytowaniem wykutej prezentacji. Jasne, stres był – przy śniadaniu w dzień obrony na bułkę poleciały mi niespodziewanie łzy, gdy zaczęłam przeglądać moją magisterkę (uprzednio wygoniwszy rodziców na spacer, żeby w spokoju móc się przygotować), w duchu jęknęłam, że jednak trzeba było zabrać się za to wcześniej (ale ja oczywiście wolałam pojechać w Tatry). W kryzysowym momencie dostałam jednak sms, który sprawił, że połowa stresu momentalnie ze mnie zeszła; potem dojechaliśmy na uczelnię, gdzie podczas wygrzewania się na ławce zaskoczył mnie mój promotor i przywitał słowami „amazing thesis, congratulations”, a na moje nieśmiałe „not yet” tylko się uśmiechnął, więc czułam, że będzie dobrze. I było :)

Advertisements

17 uwag do wpisu “La bella Italia (2) – Lago di Garda

  1. jezu, jak przeczytałam że się broniłaś następnego dnia to sobie wyobraziłam że lecisz do polski rano i idziesz prosto z lotniska na obronę ;) ślicznie, turkusowa woda zawsze robi niesamowite wrażenie. my byliśmy kiedyś nad como, ale czasem się zdarza że akurat twetdy kiedy bardzo byśmy tego nie chcieli – jest mgła. i była mgła.

  2. Jeziora otoczone górami zazwyczaj pięknie się prezentują w moich oczach, natomiast tak krystalicznie czystego nie widziałam, jest obłędne. Piękna sprawa z mgr, gratulacje:)

    • Dziękuję :-) Choć według polskiego prawa mgr nie mam, bo nostryfikacja dyplomu trwa milion lat, ech…
      Garda jest przepiękne, choć mi trochę odbiór zakłócała ta ‚turystyczność’, ale myślę, że wgłąb jest spokojniej, więc już idealnie!

  3. Zdjecia przepiekne, no i gratuluje magisterki ;-))) Co do waszej podrozy po Bolonii to podobnie wspominam nasze po polnocnym zachodzie Irlandii – pzejezdzasz pezez kazda wioske, stajesz na kazdych swiatlach… Nam tez 350 km (w RPA bagatelka ok 2 godzniny jazdy) zajela prawie caly dzien!

    • dziękuję i dziękuję! ;-)
      Irlandii jeszcze nie było mi dane doświadczyć, dobrze wiedzieć, że to nie tylko włoska przypadłość… zupełnie tego nie przewidzieliśmy.

    • Chyba nigdy o tym nie pisałam, więc nie umknęło ;-) Studiowałam na Uniwersytecie Bolońskim, Wydział Nauk Politycznych, kierunek Interdisciplinary Research and Studies on Eastern Europe :-)

  4. Bosszzze ! Ta woda :) Wychodzę z założenia, że dla takich widoków warto było jechać. Taki kolor wody widziałem tylko raz, na Zielonym Przylądku. Ale widzę, że można też spotkać bliżej, nie lecąc tysiące kilometrów. Mam nadzieje, że kiedyś jeszcze będzie mi dane zobaczyć ten odcień :) Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s