[PL/EN] O brytyjskiej uprzejmości słów kilka

Hi, how are you?, Are you ok?, How’s everything? … i tak kilkadziesiąt razy dziennie. Najpierw odpowiadam z uśmiechem, spontaniczne I’m fine, thanks. Potem z lekkim zdziwieniem, ale nadal z uśmiechem. Wreszcie… zniecierpliwienie. O co tu chodzi? Czasem fine, czasem nie fine… W pewnym momencie odpuściłam, kiedy miałam gorszy dzień, odpowiadałam przeciągle fiiiine… though I’ve had a sleepless night/tough day at work/…, co spotykało się zazwyczaj z lekką konsternacją drugiej strony. Lekka panika i wycofanie – bo nie daj Boże wejdziemy na jakieś poważne, trudne tematy, na środku ulicy zaczniemy mówić o problemach…

Słynna brytyjska uprzejmość to nie fikcyjny stereotyp. Istnieje i ma się dobrze (całkiem fine!), doświadczyłam jej na własnej skórze przez trzy lata mieszkania w Londynie; to chyba wystarczający czas, żeby wykluczyć czynnik przypadkowości.

Na szczęście „British politeness” to nie tylko (a wręcz nie przede wszystkim) nieco męczące pytanie na powitanie. Kilka dni temu wróciłam z krótkiego pobytu w Londynie i stwierdziłam, że za tą uprzejmością, według niektórych fałszywą, tęsknię. Refleksja naszła mnie z całą mocą, gdy wyłaniając się zza żywopłotu, niemal wpadłyśmy z M. pod… konia. Na koniu był policjant. Wymieniliśmy uśmiechy, każdy podążył w swoją stronę, a ja w duchu westchnęłam rety, to jest ten kraj, gdzie policjanci się do ciebie uśmiechają.

British politeness is well known worldwide. I’ve lived in the UK for three years and experienced it myself. I have to admit that after a while I was irritated and could not understand why everyone kept asking me the same questions („How are you?”) all over again. What was worse, I felt obliged to always answer with a smile and assure the other person that I was fine (or actually, that I was very well). Good thing though, British politeness is not only about that. A couple of days ago I came back from a short visit to London and I realised that I actually miss the British politeness. It’s little things, but for example… we nearly bumped into a policeman on a horse, and he just smiled and waved at us. Can’t really imagine that in Poland.

instagram

Bo tak: wpadam na stację, niby sprawdziłam wcześniej rozkład, ale na ogromnej tablicy za nic nie mogę znaleźć mojego pociągu. Podchodzę do pana kontrolującego ruch i pytam, czy wie, z którego peronu odjeżdża pociąg na Waterloo. Pan z uśmiechem odpowiada. Co prawda nic nie rozumiem, ale grzecznie ponawiam pytanie. Pan odpowiada – nic nie rozumiem – sytuacja powtarza się kilkakrotnie, wreszcie wyłapuję coś, co przypomina ten, dopytuję, tak, właśnie tak, platform ten, madame. Cały czas cierpliwie, z uśmiechem, do skutku.

Idę zatłoczoną ulicą, potykam się, niechcący kogoś szturcham. Momentalnie mówię I’m sorry i… słyszę to samo od ‚poszkodowanej’ osoby. Absurdalne? Nie do końca. Według mnie neutralizuje to połowę potencjalnej złości; zwyczaj automatycznego przepraszania tak wszedł mi w krew, że robię to samo w Polsce – kilka razy już otrzymałam pełne niezrozumienia spojrzenie, gdy ktoś nadepnął mi na stopę, a ja pierwsza wyrwałam się z „przepraszam”.

Kasjer w sklepie wita mnie z uśmiechem. Ktoś powie, że sztucznym, wystudiowanym. Po pierwsze – dlaczego z góry zakładać, że to nieprawdziwe? Po drugie… nawet jeśli tak jest, to wolę wyuczony uśmiech, niż znudzoną minę obsługi za ladą. Często mówiąc o brytyjskiej uprzejmości zestawia się ją z polską szczerością – tylko że czasem chyba próbujemy w ten sposób wytłumaczyć zwyczajne chamstwo, brak wychowania albo prostą niegrzeczność. A to zupełnie różne postawy.

Nie mówię, że wszystkie panie (a czasem i panowie) w okienkach na poczcie, kasach na dworcu, toaletach publicznych w Polsce są opryskliwe, niemiłe, zbywające. Jasne, że nie. Różnica jednak jest uderzająca. Dlaczego w Polsce uprzejmość, która powinna być normą, dziwi? „Wiesz, kupowałam bilet na pociąg i ta babka w okienku była nawet miła! – No co ty?!”.

Another situation: I arrive at the station and can’t find my train. I ask the security guy about trains departing to Waterloo and he answers with a smile. I don’t understand a thing, so he repeats, and repeats, and repeats… finally I get it. He’s still smiling.
Then a cashier at the store welcomes me with a smile. Someone could say – a fake smile. But why would you assume it’s fake? And… even if so, I prefer that fake smile than boredom. Quite often the British politeness is contrasted with Polish honesty, but – to be honest – I think that’s a way to explain simple impoliteness, and that’s quite different.

Inną kwestią jest, że ta tabela jest jak najbardziej prawdziwa :)

Still though, the table linked above is quite true :)

instagram1

***

Kilka instagramowych pstryków to niestety wszystko, co fotograficznie mam z tego wyjazdu. [1] Widok z okna po przebudzeniu, Tamiza i City nocą, National Theatre. [2] Widok na St. Paul’s Cathedral, street art, National Gallery i Tate Modern.

Reklamy

14 uwag do wpisu “[PL/EN] O brytyjskiej uprzejmości słów kilka

  1. Wszystko prawda. Uśmiech i grzeczność – gdziekolwiek się ich nie spotyka – sprawiają, że wszystko nabiera jakiś jaśniejszych tonów. Ja bardzo lubię za tą (wręcz czasem… dziecinne naiwną) pogodę ducha Amerykanów. Społeczeństwa Europy Zachodniej też zazwyczaj są bardziej uśmiechnięte (no może nie Niemcy) – a im dalej na wschód, tym słowiańskie tęskony grają w duszy i zostaje tylko słuchać żewnych ballad przy akompaniamencie bałałajki (czego – vice versa – nasi pogodni zachodni sąsiedzi nie bardzo zrozumieją ;) ). Wiem, że przejaskrawiam, ale przyznasz, że coś w tym jest! ;)

    • jest! tę bałałajkę w sumie lubię i rozumiem, ale czasem idzie to w niebezpieczne strony. nie zapomnę, jak uczyłam się rosyjskiego we Włoszech i Włosi w mojej grupie absolutnie nie mogli pojąć, dlaczego uśmiechanie się w Rosji w miejscach publicznych jest odbierane z podejrzliwością :D

  2. Uśmiechy – sztuczne i niesztuczne – są ważne! Udowodnione już, że jeśli uśmiechać się pod przymusem to w końcu wchodzi w krew i poprawia humor. A życzliwość mam wrażenie rozprzestrzenia się na terytorium Europy z pominięciem Polski. Mam tyle cudownych historii, gdzie ludzie bezinteresownie pomagali – w Amsterdamie pan w metrze, na Malcie Pani nie była w stanie wytłumaczyć jak dojść do hostelu, więc załadowała nas z 2 wielkimi plecakami i dowiozła, we Włoszech Pan nie mówił ani słowa po angielsku, więc po prostu spakował 4 babska z plecakami i zawiózł gdzie trzeba. Już pomijam zwykłą uprzejmość przy pokazywaniu drogi, zatrzymaniu się z pytaniem czy nie pomóc itp.

  3. Mieszkam w UK od 10 lat i zgadzam się z Tobą: Anglicy są uprzejmi i sprawiają bardzo sympatyczne wrażenie. Najczęsciej uśmiechają się do obcokrajowców czym robią najlepszą reklamę swojemu krajowi! Ten usmiech byłoby fajnie „przeflancować” do Polski (taaak Panie na Dworach). Jednak z Anglikami trzeba uważać, bo usmiech nie oznacza przyjacielskiej postawy a „how are you” to tylko forma zagadania, która musze przyznac bardzo dobrze sprawdza się jak Anglicy nie bardzo wiedzą co powiedziec.W rzeczywistości nie interesuje ich jak sie czujesz i co robisz. Ostatnio dowiedziałam się, ze wspomniana przez Ciebie odpowiedz ‚I am fine” na pytanie co u Ciebie, wcale nie jest odbierana jako pozytywna, to troche jakby po polsku powiedziec..”Eee moze byc” . Pouczono mnie, że najlepsza odpowiedz to: ‚I am very well!”, które jest odbierana jako : Wszystko u mnie w najlepszym porządku”.Ach te nianse… co kraj to obyczaj jak napisano w komentarzu powyzej ;). Pozdrawiam!

    • To wszystko też kwestia tonu, jakim mówimy, ale masz rację :) Myślę, że „I’m fine” może być odebrane jako po prostu „w porządku – lecimy dalej z tematem, wszyscy wiemy, że to tylko grzecznościowa gadka” ;)
      pozdrowienia!

  4. Lubię jak tak pozytywnie z uśmiechem mówią, się pytają. Czasem kłopotliwe jest rozpoczęcie polajt konwersacji o jak się masz, kiedy czasu brak i chciałoby się przejść od razu do rzeczy, ale trzeba, tak trzeba!!! Najpierw grzecznie, a później konkrety.

  5. We Francji też tak jest, że jak się na kogoś wpadnie czy go potrąci, to obie strony się przepraszają. :) Pamiętam, jak mnie to kiedyś dziwiło, a potem, nawet nei wiem, kiedy, weszło w krew. Również uważam, że uśmiech i grzeczność, nawet nieco wymuszone, są lepsze od obojętnosci i ponuractwa. :) Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Kasia

  6. Lubię to, bardzo! W ogóle mi nie przeszkadza, nie analizuję ile w tym prawdy ile wyuczenia. Jest miło, a jak jest miło to jest miło. Po prostu. Fajnie, że ludzie nie boją się tam zagadać, uśmiechnąć, zaczepić. Kilka razy w UK poznawałam ludzi bo podchodzili do mnie, po prostu. Jak tam jestem mam wrażenie, że załatwianie wielu spraw jest po prostu proste, bo nikt nie robi problemów z pierdół, nie wzdycha ciężko i nie patrzy na mnie ze zirtowaną miną. Masz rację, nie każdy pracownik w Polsce jest niemiły, ale niestety bardzo wielu jest właśnie takich – niegrzecznych i antypatycznych :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s