Była sobie Ferrara

Nasz przedostatni dzień we Włoszech. Niedziela. Dzień święty. Ostatnia szansa, żeby pojechać do Ferrary, na którą uparłam się już miesiąc wcześniej. W sobotę późnym wieczorem nerwowo przełykam ślinę, gdy nawigacja pokazuje 110 kilometrów do Ferrary. Papierowa mapa weryfikuje to do nieco ponad 90, ale to i tak nadal sporo. Zapowiada się upalny dzień, Fiatem Pandą to sobie nie poszalejemy na autostradzie… jednak jest decyzja – jedziemy. Do samej Ferrary docieramy bez problemu, ale na miejscu nawigacja głupieje, długo szukamy sensownego miejsca parkingowego, wreszcie możemy ruszyć „w miasto”.

Miasto rowerów pełne. Słyszałam wcześniej, że Ferrara to rowerowa stolica Włoch, ale trudno było mi wyobrazić sobie skalę zjawiska. Już po kilku krokach po wyjściu z samochodu wiedziałam, że rowerowy tytuł znikąd się nie wziął. Bicykle w Ferrarze są wszędzie. Wszędzie. Ich zagęszczenie jest oszałamiające, rowerzyści nie zwracają uwagi na nic i na nikogo i jadą, jak im się podoba. Takie było moje wrażenie i trochę zdążyłam się podenerwować, zanim tata powiedział „Ewa, odpuść sobie, jesteś na wakacjach. Jeżdżą, jak jeżdżą, idziemy zwiedzać”.

I tu wskazówka: zwiedzanie warto zacząć od zamku. Jeśli nie macie czasu lub chęci na oglądanie szczegółowe oglądanie obiektu, to z punktu informacji turystycznej na dziedzińcu można zgarnąć darmową mapkę historycznego centrum Ferrary. Na mapce wytyczonych jest kilka tematycznych szlaków – uliczkami dawnego getta żydowskiego, wzdłuż murów miasta, szlakiem zabytkowych posesji. Mnie najbardziej interesowało getto, z pozostałych szlaków wybrałam subiektywnie najciekawsze fragmenty i złożyłam w autorski szlak, którym podążyliśmy.

skan-0010

skan-0003

skan-0001

Ferrara była opustoszała, bo trafiliśmy na święty czas sjesty. Do łazikowania po cichych, pustych uliczkach – w sam raz. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo gdy ja rozkoszowałam się tą pustką, usłyszałam z ust rodzicieli: „Czy my wiemy, gdzie idziemy? Bo coś tu pusto; dojdziemy gdzieś?”. Westchnąwszy…

skan-

ferrara2

ferrara1

Uliczki dawnego getta żydowskiego wyglądają tak, jak poniżej. Zdecydowanie najpiękniejsza część Ferrary. Plątanina zaułków, architektoniczne perełki, pochowane w tym gąszczu restauracyjki, zatarte napisy na murach.

ferrara

Na koniec pospacerowaliśmy w kierunku cmentarza żydowskiego (dzięki wskazówkom Agaty z Null&Full). Chciałam być mądrzejsza, niż mapa i pokierowałam nas „o uliczkę za wcześnie w lewo”, co poskutkowało ponad godzinnym błądzeniem wokół murów Ferrary oraz głośną na całą ulicę dyskusją z przygłuchą Włoszką, która próbowała wskazać nam drogę. W końcu jednak trafiliśmy na miejsce. Brama wydawała się zamknięta, jednak po chwili otworzyła nam opiekująca się miejscem strażniczka. Piękne, kontemplacyjne miejsce. Warto na chwilę zostawić turystyczną część Ferrary i udać się na ten cmentarz.

skan-0007

skan-0006

skan-0013

skan-0012

Więcej o Ferrarze przeczytacie u Agaty (po angielsku) i Agnieszki (po polsku). Warto się do Ferrary wybrać – moim zdaniem bardziej, niż do sąsiednich, tłocznych miast, choć to pewnie kwestia gustu – ja w hałasie i tłumie długo wytrzymać nie potrafię.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Była sobie Ferrara

  1. Fajny wpis, ale jedna rzecz jeżeli mogę trochę krytyki, myślę, że doborem zdjęć odrobinę skrzywdziłaś Ferrarę. A gdzie jest przepiękny plac Piazza Trento & Trieste przy którym stoi katedra, a gdzie zamek Estense? Szkoda, że tych najładniejszych miejsc zabrakło na zdjęciach :/
    Niemniej wpis bardzo mi się podoba, czekam na więcej :)

    pozdrawiam

    • Rozumiem tę krytykę ;) Sama skanując zdjęcia (bo to analogi) lekko się zdziwiłam, bo byłam pewna, że katedrę fotografowałam… zamku nie, bo takie światło było, że kliszę by mi tam przepaliło ;) a tego dnia nie miałam cyfry ze sobą, niestety.

  2. Siedzę w Azji od pół roku, a tu tyle pięknych miejsc w Europie na mnie czeka! Dobrze, że kolejną podróż planuję odbyć już w maju, właśnie po naszym wspaniałym kontynencie :) A rowerowe miasteczka uwielbiam!

  3. Haha ja teraz wróciłam z Amsterdamu, gdzie rowerzyści rządzą się swoimi prawami i naprawdę trzeba uważać jako pieszy :P a od strony rowerzysty to super sprawa, wszędzie można wszystko :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s