Potatrzańskie nostalgie

Pierwszy dzień w mieście po urlopie w Tatrach. Ze zdziwieniem sznuruję lekkie, niskie buty. Spacerując gdańskimi uliczkami, przystaję zadumana widząc rzędy kamienic zamiast górskich szczytów. Pierwszy poniedziałek w pracy. Wiercę się na krześle, nie mogę znaleźć wygodnej pozycji, mrużę oczy przed monitorem. Oswajanie codzieności pewnie zajmie trochę czasu, bo jak tu się odnaleźć po takim tygodniu w najpiękniejszym miejscu na świecie. Na widok Tatr w oczach pojawia się błysk, którego nie wywołuje nic innego. Jak zawsze po powrocie z gór, z wielką niechęcią włączam komputer. Rzut oka na portale informacyjne i stwierdzam, że skoro na głównej stonie naczelnym niusem jest informacja o uczniach handlujących drożdżówkami na szkolnych korytarzach, to chyba nic mnie przez ten tydzień oflajnu nie ominęło. Bo chyba nie temat wyborów i tanich, pustych hasełek pokroju „odważny i zawsze wierny ojczyźnie”.

Tatrzański czas był jednym wielkim oflajnem. Bez zasięgu komórkowego, bez internetu (no dobrze, zadziałał chyba dwa razy po kilkanaście sekund, ciao ciao internecie). Tak naprawdę dopiero w drodze powrotnej zorientowałam się, że przez blisko tydzień nie docierały do mnie informacje ze „świata”. Nie brakowało mi tego zupełnie, ba, chciałam ten błogi czas wydłużyć, przeciągnąć… Gdzieś za Katowicami pomyślałam, że już mogę – odpalić fejsika, portale informacyjne… Nie zrobiłam tego.

Tęsknota za życiem w górach ożyła we mnie na nowo. Za otoczeniem przyrodniczym, zielenią, powietrzem, którym można zaciągać się bez końca. Za dystansem zdrowym i rytmem codzienności wyznaczanym wschodem i zachodem słońca, za podstawowymi czynnościami w ten rytm wpisanymi. Na Rysach zamieniliśmy kilka słów z panami spod Babiej Góry. Taki tam, tatrzański small talk. Ja – że o jak fajnie panowie macie, tak blisko gór. Oni – o, jak fajnie macie, morze na wyciągnięcie ręki. Ja – no tak, dobrze nad tym morzem żyć. Panowie – niespodzianka – zapraszamy pod Babią Górę. I myślę, dyskutuję sama ze sobą, nurkuję w worku marzeń od dawna zadomowionych w głowie, w sercu, choć trochę zepchniętych w otchłanie tejże głowy i serca. Móc co piątek wrzucić plecaki do bagażnika i po pracy zrobić śmigando w góry ukochane. Mieć regularny oflajn, styrać się solidnie, zatrzymać i pobyć w zachwycie. Nie wiem, na jak długo przy tych tęsknotach-ciągotach górskich starczy mej miłości do morza możliwości na północy, do posezonowej plaży, rowerowania po klifach i zupy rybnej w Barze Przystań.

Nic to, teraz czas rozsmakować się w obrazach, które w głowie i na karcie aparatu, zamknąć oczy i przypomnieć sobie czucie skały pod palcami, przywołać spotkania i poprzeżywać ostatni tydzień. Tatrzańska seria – zaczynamy.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Potatrzańskie nostalgie

  1. piąteczka!

    no tak, zapomniałam ze są bardziej oddalone od tatr miasta niż poznań. a narzekałam że jechalismy 7 godzin ;)
    też na czas wyjazdów zawieszam na kołku internety, czasem dodam coś na instagrama albo fb, ale mało atrakcyjne wydaje mi się ślęczenie nad komórką wtedy.

  2. Rozmarzyłaś mnie :) Miałem zaliczyć chociaż trzy dni w Tatrach na przełomie września i października ale kontuzja skutecznie mi to uniemożliwiła. A tęsknię już mocno za takim odcięciem. Ale może w listopadzie się uda :) Pozdrawiam!

    • Trzy lata temu też mnie kontuzja zrobiła w bambuko i musiałam zrezygnować z Tatr, więc rozumiem… Mam nadzieję, że prędko dojdziesz do siebie i zjawisz się w górach :) W najbliższym czasie wrzucę trochę zdjęć – mam nadzieję, że na pocieszenie :) Pozdrowienia, zdrowia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s