Hej ho, hej ho, na Szpiglas by się biegło

Kiedy w poniedziałkowy wieczór siedziałam przy stole pochylona nad mapą, czekając na podstawienie pod nos gorącej kolacji (#takiejtodobrze), moja osławiona już podzielność uwagi była lekko przytłumiona. Brak snu, zmęczenie górskie, rozleniwiające ciepło schroniska… nie muszę się tłumaczyć. Czujne uszy jednak nigdy nie śpią i w pewnym momencie wyłapałam znajomy głos. Nieee, to niemożliwe, nie wymyślaj, Ewa. Jednym okiem łypnęłam kontrolnie w stronę sąsiedniego stołu i… zastygłam. Noł łej. Jeszcze kilka łypnięć, pozorowane wygięcie szyi w stronę baru, w celu lepszego obejrzenia postaci na celowniku i coraz większa konsternacja. Piotrek przyszedł z jedzeniem i teatralnym szeptem został wciągnięty w śledztwo na miarę Szerloka (tego granego przez Benedicta Cumberbatcha). Na szczęście jedna osoba w tym związku nie ma problemu, żeby podejść do potencjalnie obcej osoby i powiedzieć „hej, Tyna?”. Tak, to była Tyna. Resztę wieczoru spędziliśmy z jedną z najwspanialszych osób na tym łez padole, a gdy dołączyła do nas Olga, która wyłoniła się z tak zwanego nienacka, to już w ogóle. Padół radości. I może moja mama ma rację, twierdząc że ze mnie medium jakieś czy inny magnes na spotkania.

Wtorkowym porankiem pożegnaliśmy dziewczyny, które kończyły swoją tatrzańską przygodę i podreptaliśmy do Morskiego Oka. Zasięg mojej sieci to totalna padaka, więc krótką wiadomość tekstową do o. Toma nocującego w MOKu wysyłałam z lekką rezygnacją, bo kto wie, kiedy ją otrzyma, poza tym było po dziewiątej i spodziewałam się, że może być już w ścianie. Jakież było nasze zdziwienie (i radość! radość przede wszystkim), gdy  wyrosła przed nami znajoma postać. Przegadaliśmy blisko dwie godziny, wybiła jedenasta, co oznaczało, że jeśli chcemy pocisnąć w górę, to czas najwyższy dźwignąć cztery litery. Pożegnaliśmy się serdecznie, bo – jak sądziliśmy, na czas długi i nieokreślony, i wskoczyliśmy na żółciutką ceprostradę. Mówcie, co chcecie o tej trasie (a ja jeszcze swoje powiem i może zaskoczę), ale cepro czy nie cepro, widoki są pierwsza klasa.

tatry-0071-2

Taka niewinna ścieżynka, dzień później miała być sceną wydarzeń, hm, porywających. Dosłownie.

tatryvertical23

Poniżej radość człowieka będącego pierwszy raz w Tatrach i w górach „prawdziwych” w ogóle. Chyba się podobało.

tatry-0075

Im wyżej, tym lepiej. Prawda stara jak świat. Albo jak moja własna prawda.

tatryvertical22

Mnich… jeden z powodów, dla których tak bardzo lubię żółty szlak na Szpiglas (i wolę wchodzić od Morskiego, a schodzić do Piątki). Cały czas na widoku, coraz bliżej, na wyciągnięcie ręki. Z każdym krokiem zmienia się perspektywa, niedostępny szpic zmienia wygląd, łagodnieje, wręcz… kusi. Mnie już skusił, wejdziemy tam, postanowione.

tatry-0077

tatry-0084

Czarny Stawie, gdzie jesteś, hop, hop…

tatry-0078

Hop, hop!

tatry-0083

W takich miejscach toczę walkę ze sobą. Kłaść się, czy iść? Jedyną słuszną motywacją jest fakt, że za górami i przełęczami czeka jedzenie, najlepiej skonkretyzowane w postaci ciasta jagodowego w Piątce.

tatry-0080

Skała i rudości. Najlepiej.

tatry-0090

Naprawdę doceniam dopasowanie koloru szlaku do krajobrazu. Oznakowanie szlaku poczynił właściwy człowiek na właściwym miejscu. Perfetto.

tatryvertical27

Wracając do Mnicha… Kochanie, słyszałeś? Wejdziemy tam. Reakcja jasna, czytelna, klarowna. Odpowiedź jedyna słuszna: wejdziemy.

tatryvertical25

I już nie mogę się doczekać! Jak ja zazdrościłam temu człowieczkowi na szczycie.

tatry-0092

Tymczasem, the chmury are coming, czyli zaczyna się fun.

tatry-0093

Oraz: coraz bardziej skały, coraz bardziej rudo. Coraz lepiej.

tatry-0096

tatryvertical28

tatryvertical210

Jest i chmura gigant! Kilkanaście sekund i bam, na chwilę zanurzamy się w mleku.

tatry-0098

I jesteśmy na szczycie. Podejście z przełęczy na górę to takie hopsa hopsa, ani się człowiek obejrzy, już nie może iść wyżej.

tatry-0101

Słowacja niczego sobie.

tatry-0100

Stylizacja na Smerfa jedyną słuszną na Szpiglas.

tatry-0104

W przeciwnym razie nikt nie będzie chciał mieć z wami zdjęcia na szczycie, a w dodatku pokara was wielką, bezwidokową chmurą.

tatry-0108

No dobrze, to teraz hopsa hopsa na dół. Wielkich trudności nie ma, natomiast ja z moim panicznym lękiem przed przebywaniem z kimś na jednym łańcuchu (ta fobia chyba nie ma jeszcze oficjalnej nazwy..?) polecam wyłapać odpowiedni moment i przemknąć między kolejnymi grupami, bo zawsze to bardziej komfortowe, niż zblokowanie między dużą ekipą wchodzącą i schodzącą. Albo za kimś w szmacianych, wsuwanych kapciotenisówkach. Srsly?

tatryvertical213

Jeden z moich ulubionych tatrzańskich widoków.

tatry-0117

Kozi Wierchu, następnym razem spotykamy się na szczycie!

tatry-0121

Wieje, trochę pada. Nic to, jest fun. Choć w tym momencie to już naprawdę miałam ochotę na to ciasto jagodowe. I żurek. I… konia z kopytami chyba też.

tatryvertical214

tatry-0125

tatry-0127

Yessss! Są stawy, będzie szama!

tatry-0128

Ciasto na horyzoncie…

tatry-0130

Jeśli uszy mogą się trząść, to moje robiły małe tsunami. Małe, bo nie zagłuszyło dziewcząt przy sąsiednim stole: „ej, a widziałyście tę dziewczynę w Salomonach, widziałyście, jakie miała zrobione wzorki na paznokaciach?!”. Kurczę, chyba przegapiłam…

Reklamy

7 uwag do wpisu “Hej ho, hej ho, na Szpiglas by się biegło

  1. znowu się poróżnimy ;) jak jak wchodziłam od strony morskiego na szpiglasową to sobie myślałam, że wolałabym w nagrodę za wysiłek dostać morskie oko iż dolinę 5 stawów. ale gdybym miała przed sobą rudości… (mieliśmy zieloności, chcę koniecznie zobaczyć jesień w górach!), to kto wie.
    na mnicha idziesz? a wspinałaś-wspinałaś się kiedyś? normalnie trzymam kciuki.

    ja z kolei odkąd zobaczyłam zygzaczek na wrota chałubińskiego stwierdziłam, że muszę tam stanąć. nie to samo co mnich, ale sama perspektywa zajrzenia przez „okienko” „na drugą stronę” mnie kusi!

    i łade zdjęcia, wiadomo. a nad ciasto jagodowe przedłożyliśmy zupkę chińską i zeszliśmy prosto do parkingu. co myśmy zrobili…

    • lubię się z Tobą różnić ;-)
      wspinać się uczę i mamtotalną zajawkę. myślę, że ten mnich w przyszłym sezonie jest do zrobienia, oczywiście nie sama, ale na szczęście znajomych ogarniających wspin w Tatrach mam i zamierzam wykorzystać :) teraz miał być rekonesans, ale halny zdmuchnął mnie ze szlaku i nici z podejścia pod zadniego mnicha.
      wrota chałubińskiego! uwielbiam. mozolne zig-zag, ale fajowe jest bycie u góry tam. ja miałam rok temu przełęcz tylko dla siebie przez godzinę, poezja.
      no ja też nie wiem, co żeście zrobili. porażunia! (okej, przyznam się, mieliśmy w plecaku awaryjne vifony, ale wróciły do Gdańska)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s