Majówka w Sztokholmie

To nie będzie wpis o tym, jak spędzić weekend w Sztokholmie i nie poczuć różnicy w portfelu (albo raczej na koncie, bo kiedy w sklepie wyciągasz gotówkę, Szwedzi patrzą na ciebie jak na dziwaka; z trudem przyszło nam wydanie awaryjnych 200 koron w gotówce). Choć sam pomysł – me gusta, jestem wiecznym bezgotówkowcem i zawsze w Polsce rozkładają mnie sytuacje, w których nie mogę zapłacić kartą – na czele z niedzielną tacą w kościele.

Zupełnie serio – moim zdaniem wyjazd do Szwecji nie może nie zaboleć finansowo. Chyba że macie tam znajomych, którzy odbiorą was z lotniska (na które dolecicie tanimi liniami w promocyjnej cenie – ale to nie opcja na długi weekend majowy), ugoszczą w swoim domu i będą karmić od rana do wieczora. Ale umówmy się, to nie jest standardowy układ wyjazdowy. Kończąc rozważania finansowe – gdybyśmy chcieli poczuć się w Szwecji zupełnie swobodnie przez te kilka dni, to pewnie musielibyśmy wydać trzy razy więcej, niż wydaliśmy (na końcu wpisu małe podsumowanie kosztowe). Na szczęście wszystko rozłożyło się w czasie, bo bilety kupiliśmy w promocji LOT-u chyba we wrześniu, z nastawieniem, że to mój wyjazd urodzinowy, że to żaden wstyd zabrać trochę jedzenia do walizki (żaden, prawda?), że nocleg znajdziemy na Airbnb. I w zasadzie tak było, choć mogliśmy zaoszczędzić sobie nerwów rezerwując nocleg nieco wcześniej, bo po pierwszej fazie poszukiwań w grudniu, nieco przysnęliśmy i obudziliśmy się na pod koniec marca lub na początku kwietnia, czyli zdecydowanie za późno. To była połowa wydatków; druga połowa poszła na transport, jedzenie, muzea.

Od kiedy kilka lat temu zaspałam na poranny lot z Londynu, jestem na tym punkcie nieco przewrażliwiona. W praktyce wygląda to tak, że wieczorem poprzedniego dnia dostaję ataku paniki podczas pakowania i mimo że tak naprawdę wszystko mam już spakowane i gotowe, to miotam się nerwowo po mieszkaniu do późnych godzin nocnych, kiedy to okazuje się, że hesusmaryawszyscyświęci, za trzy godziny trzeba wstawać. Nie inaczej było tym razem, rozkoszny dźwięk budzika (łącznie czterech) uświadomił mi, w co się wpakowaliśmy pisząc się na lot o 5:30. Oczywiście zamawiając poprzedniego dnia taksówkę nie zdążyliśmy powiedzieć, że interesuje nas płatność kartą (patrz pierwszy akapit…) – serio, ludzi na infolinii chyba szkoli się, żeby nie dali osobie po drugiej stronie dojść do głosu. Sympatyczny dialog na początek naszej przygody:

P: A ile mniej więcej będzie ten kurs kosztował?

T: Cisza.

P: Pięćdziesiąt złotych wystarczy? Chyba że można kartą zapłacić?

T: Noo… powinno wystarczyć… ale co, więcej nie macie? [okej, jestem pierwszą osobą do przechodzenia ze wszystkimi na „ty”, ale może jednak niekoniecznie w taki sposób, poza tym ja sobie wypraszam, tego dnia skończyłam dużo lat, dwa dni później znalazłam na mojej głowie dwa srebrne włosy a w lustrze dojrzałam wyraźne zmarszczki wokół oczu!]

Dość przydługich wstępów, zmasowany atak zdjęć czas-start.

Na początek małe szwędanko po starym mieście – Gamla Stan. Piotrek w Sztokholmie już kiedyś był, natomiast ja z rozdziawioną buzią wchodziłam w kolejne wąskie uliczki, mamrocząc tylko pod nosem, że dlaczego nikt mi nie powiedział, że tu takie włoskie klimaty. Jedyne różnice to trzy poziomy wyżej w kwestii czystości, nie śmierdzi i nie ma ryzyka, że spadną ci na głowę czyjeś świeżo uprane pantalony (dobrze, dobrze, wiem, jakie to fotogeniczne).

_MG_0564

kolaz picasa10

_MG_0589

_MG_0595

Jest wąsko.

kolaz picasa

A czasem ekstremalnie wąsko.

kolaz picasa7

Serio, podziwiam ludzi, którzy z podróży przywożą miliony wspólnych zdjęć. To jest chyba nasze jedyne z wyjazdu, może jeszcze uchowało się w telefonie selfie, na którym wyglądamy tak, jak wyglądają ludzie po trzech godzinach snu.

_MG_0593

W Sztokholmie, szczególnie w centrum, jest mnóstwo wszelkiej maści antykwariatów, sklepików z rękodziełem, mapami, rycinami, ceramiką, malutkich kwiaciarni, miejsc pochowanych w zaułkach.

kolaz picasa2

kolaz picasa5

kolaz picasa3

Poniżej ręczne plecionki. Bardzo to urocze i równie uroczo drogie.

_MG_0580

_MG_0608

_MG_0615

Ogrody Królewskie i kwitnące w nich drzewa wiśniowe to w tym okresie jedno z najbardziej obleganych miejsc w Sztokholmie. Instagirls zbierają płatki, które opadły lub potrząsają gałęziami drzew (nieeee róbcie tegoooo!) i z godną podziwu cierpliwością pozują do zdjęć. Pozazdrościłam, w końcu to moje urodziny, wrzuciłoby się fotkę z podpisem „Happy birthday to me” na różowym tle na instasnapka. Próby zakończyły się spektakularną katastrofą. Jedyna rada to chyba przeskoczenie bariery obciachu, jaką jaką jest przechylanie głowy w celu uzyskania odpowiedniego kąta oraz wydziubianie ust w kierunku ajfona. Tak robiła (i wyglądała na zadowoloną z efektów) dziewczyna, którą Piotrek zalecił mi naśladować. Nekst tajm.

_MG_0663

_MG_0625

_MG_0626

_MG_0628

_MG_0641

_MG_0652

_MG_0655

_MG_0666

_MG_0766

_MG_0747

_MG_0755

_MG_0671

_MG_0674

Metro w Sztokholmie. Po pierwsze, jest piękne. Po drugie, jest drogie. W tej kolejności, mimo okropnych cen. Nam opłacało się kupić 72-godzinny bilet na komunikację miejską (w tym prom!) i ze zwiedzaniem metra nie było problemu. Drugiego dnia przed południem przez jakieś dwie godziny zmienialiśmy linie i wagony, świetnie się przy tym bawiąc (taaaam są kolorowe, mieniące się jak na dyskotece schody ruchome, Sztokholm-love). Na którymś z blogów czytałam, że szkoda czasu i pieniędzy na sztokholmskie metro, że jest przereklamowane – ale sądząc ze zdjęć na tamtym blogu, to widzieliśmy zupełnie inne stacje. Przesiadaliśmy się dość intuicyjnie, gdy któraś stacja nam się podobała, to po prostu wysiadaliśmy, ale było kilka, które już wcześniej wiedziałam, że chcemy zobaczyć. Moja absolutnie ulubiona to Uniwersytet.

_MG_0687

_MG_0690

_MG_0693

_MG_0696

Poniżej właśnie stacja Uniwersytet.

_MG_0703

_MG_0717

_MG_0719

_MG_0720

_MG_0722

_MG_0724

_MG_0726

Jeśli na czymś nam naprawdę zależało, to na wypiciu dobrej kawy w konkretnych miejscach. Obydwa na Södermalm. Najpierw kultowe już Johan & Nyström. Moja aeropresowa kawa była bardzo dobra, a Piotrka cappuccino najlepsze, jakie piłam. Poza tym, umówmy się, kawa plus wygrzewanie się w majowym słońcu, to musi działać.

_MG_0775

_MG_0777

_MG_0779

Następnego dnia pomaszerowaliśmy do Drop Coffee (dwie minuty od J&N). Piotrek jak zawsze wziął cappuccino, ja wyjątkowo flat white, bo kawa z mlekiem to u mnie rzadkość, i też było miło, ale w J&N chyba bardziej zaskoczyło. Zakładam, że to kwestia konkretnej kawy, bo w Dropie dostaliśmy ewidentnie coś cytrusowego, a mój gust zdecydowanie idzie w stronę orzechowo-czekoladową.

_MG_0855

_MG_0858

W piątek popołudniu, po solidnej porcji zwiedzania (Vasa Museum, polecamy, nawet mnie, ignorantkę w tego typu kwestiach, względnie zainteresowało, a Piotrek był zachwycony), poszliśmy do kolejnego zaplanowanego miejsca. I nie, nie było to następne muzeum. Poszliśmy na piwo. Na najdroższe w życiu piwo. Nie ma to jednak znaczenia, Omnipollos Hatt polecamy, jeśli chcecie napić się naprawdę dobrego/ciekawego/innego piwa. Z ciekawostek – można tam spróbować piwa z… lodami.

_MG_0784

_MG_0790

_MG_0796

Po piwie, w doskonałych nastrojach, poszliśmy się szwędać. I tak dospacerowaliśmy do najbogatszej sztokholmskiej dzielnicy, gdzie co drugim autem było Lamborghini, Porsche, Ferrari albo inny Bentley. Po godzinie spaceru kręciło mi się w głowie i zastanawiałam się, co ja robię z moim życiem. Na dokładkę spacer wzdłuż mariny i dziesiątek jachtów, na których pokładach w zachodzącym słońcu Szwedzi cieszyli się początkiem weekendu przy lampce wina lub innych trunkach.

Na szczęście, dla równowagi złapaliśmy także takie klimaty:

_MG_0800

_MG_0826

_MG_0834

_MG_0846

Ostatniego dnia postanowiliśmy odbić nieco od centrum Sztokholmu i zobaczyć wyspę Djurgarden. Popłynęliśmy tam promem, choć równie dobrze można z centrum dojechać tramwajem lub przejść pieszo. Większość turystów zatrzymuje się na brzegu wyspy, gdzie znajdują się muzea i park rozrywki, a tymczasem w głębi wyspy znajdują się przepiękne zielone tereny, zresztą dawniej królewskie tereny łowieckie.

_MG_0863

Jak zobaczyłam tych panów, to wiedziałam, że obraliśmy słuszny kierunek. A na pewno wystarczająco hipsterski.

_MG_0865

I tak, trochę przypadkiem, znaleźliśmy się  w fantastycznym miejscu. Ogrody Rosendal – polecamy to miejsce. Sady, szklarnie, sadzonki wszelkiej maści, mnóstwo kaczek. Kawiarnia i lunchownia też. Atmosfera totalnego relaksu, radość, błogość i sielanka.

_MG_0868

_MG_0872

_MG_0877

_MG_0878

_MG_0879

_MG_0881

_MG_0885

_MG_0887

kolaz picasa9

_MG_0888

_MG_0889

_MG_0892

A tu nasze wymarzone, idealne miejsce na poślubny obiad i świętowanie. Poproszę takie miejsce na Kaszubach.

_MG_0894

_MG_0896

_MG_0897

_MG_0900

Na koniec – Hotorgshallen, czyli jedna z kilku hal spożywczych niedaleko dworca centralnego. Dużo świeżych, egzotycznych produktów, a do tego przy niektórych stoiskach jest możliwość zjedzenia lunchu, często w przyzwoitych, jak na Sztokholm, cenach.

_MG_0901

Przyprawy, suszone owoce i ikony na jednym stoisku.

_MG_0903

_MG_0906

_MG_0908

_MG_0909

_MG_0911

_MG_0914

_MG_0915

Do odjazdu autobusu na lotnisko została nam ponad godzina, więc poszliśmy na krótki spacer. Na końcu wąskiej uliczki zobaczyłam kościół św. Mikołaja, który kojarzyłam z internetów – Storkyrkan, katedra będąca miejscem koronacji królewskich. Podeszliśmy bliżej i w tym momencie otworzyły się drzwi kościoła… Gdy plac opustoszał, podeszliśmy do pana krzątającego się przy drzwiach i zapytaliśmy, czy można świątynię zwiedzać – można. W pięć minut obeszliśmy kościół, ani specjalnie brzydki, ani specjalnie ładny i ruszyliśmy do wyjścia, gdzie prawie weszliśmy w barierki, kasę oraz kartkę z informacją, że wstęp kosztuje 60 koron. No nie jest to tego warte.

_MG_0928

_MG_0930

Wreszcie – lotnisko. I dość nieprzyjemna historia na Okęciu, gdzie mieliśmy planowany wylot o 22:40. Pół godziny wcześniej usłyszeliśmy komunikat o opóźnionym boardingu z przyczyn „operacyjnych”, cokolwiek miałoby to znaczyć. W końcu znaleźliśmy się w autobusie i przez dobrych piętnaście minut czekaliśmy na „kogoś”. O 22:40 obsługa zaczęła pytać, czy w autobusie znajduje się konkretna osoba. Nie znajdowała się. Usłyszałam tylko „no tak, tacy rządzą się swoimi prawami” i zaintrygowana w kilka sekund odnalazłam zgubę na fejsbuku i w innych internetach. I cóż to za persona była? Ano, senator partii miłościwie nam rządzącej, który zapewne w czasie, gdy kilkadziesiąt osób marzło i przysypiało jednocześnie na płycie lotniska, dawno już przewiózł swoje litery wcześniejszym pendolino do Trójmiasta. Ech.

Nie zniszczyło to jednak ogólnego wrażenia, jakie ten wyjazd na mnie zrobił. W Sztokholmie można się zakochać, a jedyne, czego brakuje do dłuższego i beztroskiego pobytu, to worek złotych monet, ale i bez tego się da. Polecamy!

_MG_0934

***

Rzeczy praktyczne – małe podsumowanie finalne wydatków na miejscu na osobę – kwoty już w PLN:

Autobus Flygbussarna z lotniska do centrum i z powrotem: 90 zł

72h pass na komunikację miejską: 110 zł

Locker na dworcu: 40 zł (dwa razy dawaliśmy walizki do schowka, mały schowek to 70 koron, duży 90)

Fotografiska i Vasa Musem: 115 zł / Ta wystawa w Fotografiska – coś pięknego.

Lunche, kawy, piwo: 240 zł

Drobne zakupy w supermarkecie: 15 zł

Razem 610 zł. Reszta wydatków to samolot (w promocji LOT-u 350 zł, z bagażem i w dość komfortowych warunkach, no i lotnisko zdecydowanie bliżej centrum niż Skavsta oddalona o 100 km) i nocleg (u nas Airbnb – i to jest chyba w Sztokholmie najsensowniejsza opcja, na osobę 350 zł, ale cena była oczywiście po prostu za pokój), ale tu rozpiętość cenowa jest tak duża, że trudno się sugerować naszymi cenami.

Stockholm Pass, według nas, zupełnie się nie opłaca – no chyba że jesteście maszynami do zwiedzania i jesteście w stanie zaliczyć cztery muzea dziennie, nas jednak taki tryb nie interesował. Trzydniowa karta (są też wersje 1, 2 lub 5-dniowe) kosztuje w przeliczeniu 450 zł (same atrakcje) lub 555 zł (wersja z komunikacją miejską).

Advertisements

6 uwag do wpisu “Majówka w Sztokholmie

  1. Wiedziałam, że będą cudo zdjęcia!

    Miałam podobne przemyślenia co do samego miasta. I metro! Metro jest świetne w Sztokholmie.

    I co do funduszy niestety też. Ale i tak mi się bardzo podobało.

    Pamiętam, że z muzeów zachwyciła mnie Fotografiska – widzę, że też Ci się podobała :)

    • Fotografiska tak! Trzeba tylko trafić z wystawami, bo na przykład mój Piotrek nie widział NIC ciekawego w fotografii mody ;) (no ja też się nie rozpływałam :D), ale na szczęście wystawy są różnorodne.
      teraz mam ochotę na szwedzki/skandynawski outdoor :)

  2. „użytkownik ewa janisz opublikowała coś po dłuższej przerwie” ;) no dzień dobry!

    niezły z Ciebie stalker z tym senatorem, nie wiem czy bym na to wpadła.

    a ja 4 budziki to mam na co dzień, a nie tylko jak gdzies lecę ;)

    fajna relacja, mam nadzieję, że wrocisz do częstszego pisania.

    • haha, to coś takiego się wyświetla? :D dzińdybry!
      głupio się przyznawać, ale ja jestem okropnym stalkerem, mój wewnętrzny sherlock czasem nie daje się zagłuszyć :D
      no już chyba muszę wrócić. to znaczy bardzo chcę :-)

  3. Też jestem bezgotówkowcem i najgorzej, jak okazuje się, że gdzieś nie można płacić kartą. :D
    Sztokholm jest taki pięęękny. Byłam tam prawie 10 lat temu jeszcze poprzez couchsurfing i mimo, że w filozofii tego projektu nie o to chodzi, ale strasznie się cieszyłam, że zaoszczędziłam te kilka monet na codzienną fikę z pyszną kawą. :) Moje ulubione metro to tęczowe oczywiście, ale inne też zrobiły na mnie spore wrażenie. I widok z wieży ratuszowej, wow! Muszę koniecznie odwiedzić Ogrody Rosendal, lubię miejsca o takiej luźnej atmosferze. :)

    • Ogrody są cudowne, naprawdę warto odwiedzić :) My następnym razem na północ pewnie ruszymy z namiotami i bardziej outdoorowo, na pewno będzie mi lżej na sumieniu i portfelu przy takim noclegu ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s