La bella Italia – podsumowując

Mogłabym wstawić dużo zdjęć pysznego, włoskiego jedzenia, zachodów słońca na plaży, roześmianej, opalonej buzi, jakby mogło sugerować poniższe zdjęcie…

italia13

…i napisać, że Włochy to kraina mlekiem i miodem płynąca (przynajmniej w wersji turystycznej) i nic, tylko jechać, ale… nie napiszę tak. Było miodzio, ale były też chwile grozy i dreszczyk emocji nas nie odstępował. Mandaty również, przychodziły do Polski jeszcze kilka miesięcy po powrocie. Że my? Że Fiatem Pandą? Że takie cyrki niby na włoskich drogach odstawialiśmy?

Czytaj dalej »

Była sobie Ferrara

Nasz przedostatni dzień we Włoszech. Niedziela. Dzień święty. Ostatnia szansa, żeby pojechać do Ferrary, na którą uparłam się już miesiąc wcześniej. W sobotę późnym wieczorem nerwowo przełykam ślinę, gdy nawigacja pokazuje 110 kilometrów do Ferrary. Papierowa mapa weryfikuje to do nieco ponad 90, ale to i tak nadal sporo. Zapowiada się upalny dzień, Fiatem Pandą to sobie nie poszalejemy na autostradzie… jednak jest decyzja – jedziemy. Do samej Ferrary docieramy bez problemu, ale na miejscu nawigacja głupieje, długo szukamy sensownego miejsca parkingowego, wreszcie możemy ruszyć „w miasto”.

Czytaj dalej »

[PL/EN] La bella Italia (5) – Bertinoro dinner

O jesiennej Italii popełniłam już kilka wpisów (uno, due, tre, quattro…), ale chyba tylko raz gdzieś między wierszami przemyciłam informację o pierwotnym celu wyjazdu do Włoch. Cel ilustrowany jest poniższymi zdjęciami, i choć od ceremonii minęły ponad trzy miesiące, to dopiero kilka dni temu mój dyplom został uznany w Polsce, co jest jedną wielką paranoją i absurdem i zasługuje na osobny wpis pt. ‚Dlaczego (nie) warto studiować za granicą’, ale to w swoim czasie.

Czytaj dalej »

[PL/EN] La bella Italia (4) – Rawenna

Większość osób zapytanych o pierwsze skojarzenie z główną atrakcją Rawenny odpowie (lub powinna odpowiedzieć), że są to mozaiki z okresu wczesnego chrześcijaństwa i że w tym mieście znajduje się aż osiem obiektów wpisanych na listę UNESCO. Ja przypomniałam sobie o tych cudach, kiedy zaczynaliśmy poszukiwania parkingu, gdzie zostawiliśmy samochody – wtedy to moja pamięć dokopała się do notatek z pierwszego roku studiów i – Eureka! – przecież to tu jest słynna bazylika św. Witalisa… Too late, Ewa, too late.

Czytaj dalej »

La bella Italia (3) – Comacchio

Po obronie byłam tak zmęczona, że zapytana przez rodziców, jak mam ochotę świętować, oznajmiłam, że marzę o piżamie i łóżku. Zjedliśmy więc szybką piadinę i pojechaliśmy do hotelu, po drodze robiąc zakupy w lokalnym sklepiku. O godzinie 19.oo, wykąpana i w piżamie, byłam już w pościeli. Celebrować jednak trzeba było, więc w pozycji półleżącej zajęłam się owocami i typowym dla regionu trunkiem. Garść owoców i butelkę wina później, padłam jak zabita.

Czytaj dalej »