Hej ho, hej ho, na Szpiglas by się biegło

Kiedy w poniedziałkowy wieczór siedziałam przy stole pochylona nad mapą, czekając na podstawienie pod nos gorącej kolacji (#takiejtodobrze), moja osławiona już podzielność uwagi była lekko przytłumiona. Brak snu, zmęczenie górskie, rozleniwiające ciepło schroniska… nie muszę się tłumaczyć. Czujne uszy jednak nigdy nie śpią i w pewnym momencie wyłapałam znajomy głos. Nieee, to niemożliwe, nie wymyślaj, Ewa. Jednym okiem łypnęłam kontrolnie w stronę sąsiedniego stołu i… zastygłam. Noł łej. Jeszcze kilka łypnięć, pozorowane wygięcie szyi w stronę baru, w celu lepszego obejrzenia postaci na celowniku i coraz większa konsternacja. Piotrek przyszedł z jedzeniem i teatralnym szeptem został wciągnięty w śledztwo na miarę Szerloka (tego granego przez Benedicta Cumberbatcha). Na szczęście jedna osoba w tym związku nie ma problemu, żeby podejść do potencjalnie obcej osoby i powiedzieć „hej, Tyna?”. Tak, to była Tyna. Resztę wieczoru spędziliśmy z jedną z najwspanialszych osób na tym łez padole, a gdy dołączyła do nas Olga, która wyłoniła się z tak zwanego nienacka, to już w ogóle. Padół radości. I może moja mama ma rację, twierdząc że ze mnie medium jakieś czy inny magnes na spotkania.

Czytaj dalej »

Wstajesz i jedziesz, dzień dobry TPN!

Czekaliśmy na ten wyjazd długo. Tak długo, że kiedy nadszedł 13 września, nie do końca docierało do mnie, że to już, teraz, zaraz. Po dwóch tygodniach codziennego (razy pięć) sprawdzania kilku różnych prognoz, po ostatnich zakupach-dokupach, po nerwowym czekaniu na powrót Piotrka z delegacji (wróci na czas? nie wróci?)… nadeszła niedziela. Pociąg miał ruszyć z Gdańska Głównego w kierunku południowym o gdzinie 19:34, ja o 15:00 piłam jeszcze leniwie kawę, patrząc na pusty plecak na środku pokoju. Może niektórzy lubią nerwóweczkę i pakowanie last minute, ale ja nie należę do tych osób i choćbym miała zarwać noc, spakuję się przed świtem dnia podróży. Tym razem system się „zwiesił” i moment ocknięcia nastąpił około 16:00, trzy godziny przed wyjściem z domu.

Czytaj dalej »

Potatrzańskie nostalgie

Pierwszy dzień w mieście po urlopie w Tatrach. Ze zdziwieniem sznuruję lekkie, niskie buty. Spacerując gdańskimi uliczkami, przystaję zadumana widząc rzędy kamienic zamiast górskich szczytów. Pierwszy poniedziałek w pracy. Wiercę się na krześle, nie mogę znaleźć wygodnej pozycji, mrużę oczy przed monitorem. Oswajanie codzieności pewnie zajmie trochę czasu, bo jak tu się odnaleźć po takim tygodniu w najpiękniejszym miejscu na świecie. Na widok Tatr w oczach pojawia się błysk, którego nie wywołuje nic innego. Jak zawsze po powrocie z gór, z wielką niechęcią włączam komputer. Rzut oka na portale informacyjne i stwierdzam, że skoro na głównej stonie naczelnym niusem jest informacja o uczniach handlujących drożdżówkami na szkolnych korytarzach, to chyba nic mnie przez ten tydzień oflajnu nie ominęło. Bo chyba nie temat wyborów i tanich, pustych hasełek pokroju „odważny i zawsze wierny ojczyźnie”.

Czytaj dalej »

Sierpniowy weekend na Kaszubach

Mam słabość do sierpnia. Nie rozumiem narzekania na chłodne sierpniowe wieczory, które uwielbiam („no co ty, taka przykra zapowiedź jesieni!”) i na kończące się wakacje (jeszcze niedawno miałam w tym czasie przed sobą wolny wrzesień, teraz niewiele mnie wzrusza, bo dysponować trzeba urlopem). Może tylko coraz krótsze dni powodują lekkie westchnięcie, ale za to światło sierpniowe wynagradza tę stratę. Teraz witam się z wrześniem, przybijam mu radosną piątkę, bo w perspektywie tatrzańska eskapada, a Was zapraszam na garść sierpniowo-kaszubskich zdjęć.

Czytaj dalej »

O lipcu

majowka-0051

majowka-0018

Szyja z trudem dźwiga głowę, przytłoczoną intensywnością ostatniego czasu. Trzy pogrzeby i dwa wesela w ciągu miesiąca to gwarancja psychicznego klapnięcia, co przekłada się na uporczywą tęsknotę za miejscem cichym i odludnym. Konkretnie prześladują mnie Tatry, maniakalnie przewijam instagramowy hashtag tychże, strony schronisk i przewoźników, którzy mogliby przerzucić nas znad morza w góry. W pracy działam na autopilocie, po pracy robię podchody w kierunku realizowania marzenia, którego zawsze jakoś się bałam, ale od lat zrealizować bardzo chciałam. Może mi na tę zakręconą ostatnio głowę wspinaczka pomoże.

Czytaj dalej »