Pawłowsk // Pavlovsk

Sobota rano. Szybki prysznic, śniadanie (nie szybkie, ponoć trzeba celebrować posiłki). Między łykiem kawy a celowaniem soczewką w oko, nachodzi mnie nagły niepokój. Niepewność taka. Kilka dni wcześniej, błąkając się po odmętach internetu, trafiłam na stronę, gdzie szczegółowo opisano, z jakiego dworca w Petersburgu odjeżdżają pociągi w konkretnych kierunkach. Nie wiem dlaczego, ale zakodowałam sobie Pawłowsk – dworzec Witebski w pamięci. Minęło jednak kilka dni, ja trochę się odkleiłam od rzeczywistości i kiedy Justyna zadzwoniła w piątek wieczorem i zarządziła, że spotykamy się o 13.oo na dworcu Baltijskim, bezmyślnie się zgodziłam i poszłam spać. W końcu to nie ja mieszkam w Petersburgu od dwóch lat. Sobota, przed południem, tknięta dziwnym przeczuciem dzwonię do Just:
– Just, jesteś pewna, że ten pociąg odjeżdża z Baltijskiego?
– Tak, na pewno.
– Hmm… ale na 100%?
– No tak, Ewka, co ty.
– Ale mnie się wydaje, tak było na jakiejś stronie, że do Pawłowska jadą pociągi z Witebskiego…
– Jakiego Pawłowska?! Przecież jedziemy do Peterhofu!

Tak. Myślę sobie o tych wszystkich sytuacjach, kiedy ktoś kogoś nie zrozumiał, coś przekręcił, pomylił jakiś drobiazg, szczegół i konsekwencje były o wiele poważniejsze niż sytuacja, z której śmiałyśmy się do rozpuku.

Cena elektriczki (z dworca Witebskiego) do Pawłowska to 44 ruble za bilet normalny, 22 za ulgowy, czyli odpowiednio około 4 i 2 złotych. Jedzie się około 40 minut, nie więcej.

pavlovsk-0221

Wysiadamy na dworcu w Pawłowsku – wystarczy przejść na drugą stronę ulicy i jest – wejście do parku. Niestety ceny wstępu zarówno do parku, jak i później do pałacu, już tak przyjazne jak te na eletriczkę nie są. Standardowo, ogromna rozpiętość cen w zależności od tego, czy jesteśmy obywatelami Rosji lub Białorusi, studentami rosyjskich uczelni, obcokrajowcami, emerytami, dziećmi w różnych przedziałach wiekowych.

Wstęp do parku: 150 rubli. Do pałacu: normalny bilet 450 rubli (ałć!), studenci rosyjskich uczelni 250 (nadal ałć), chyba że Akademii Teatralnej – za darmoszkę. Dodatkowo oczywiście opłata za fotografowanie, dlatego po zdjęcia z wnętrz pałacu, które doskonale oddają panujący tam klimat, odsyłam do Podróżnickich – klik.

pawłowsk

Sam park zachwyca – bo to bardziej las, przynajmniej na początku, niż kolejny identyczny park okołopałacowy, z równiutko przystrzyżoną trawą, pięknymi kompozycjami kwiatów i idealnymi fontannami. Tak mnie ten las odurzył, że nie zrobiłam zdjęcia… ale przecież wiecie, jak jest w lesie. Intensywny zapach iglastych drzew, zielona gęstwina, pomykające wiewiórki i zapewne inny zwierz. Bajka. Wbrew temu, co wspomniani już Podróżniccy napisali u siebie, dojście do pałacu spacerowym krokiem zajmuje piętnaście minut, nie czterdzieści pięć… o ile patrzymy na strzałki-drogowskazy, bo park faktycznie jest rozległy i jeśli nogi nas poniosą w przeciwnym kierunku, to wycieczka się wydłuży. W parku znajdują się świątynie dumania i inne tajemnicze ruiny – i jakoś to wszystko tam pasuje.

pavlovsk-0198

pavlovsk-0194

pavlovsk-0180

Pałac jest żółty, tylko ja trochę popłynęłam bawiąc się suwakami przy obróbce. Nie wierzcie wszystkiemu, co widzicie w internecie.

pavlovsk-0187

Historia w skrócie jest taka, że caryca (jak to niektórzy mawiają, ‚imperatoryca’) Katarzyna II miała gest i w 1777 roku podarowała posiadłość (600 hektarów… cóż to takiego) synowi, Wielkiemu Księciu Pawłowi z okazji narodzin wnuka. Paweł wkrótce zmarł i pałacem i parkiem zajęła się jego żona, Maria Fiodorowna. Pałac robi wrażenie: sala wojny, sala pokoju, sala włoska, sala grecka, sala bankietowa, sypialnia z łożem jak dla księżniczki na ziarnku grochu. W porównaniu jednak do innych pałaców, ten w Pawłowsku jest dość skromny – a ja i taka chodząc po komnatach dumałam, jak można żyć w otoczeniu takiej ilości złota i nie zwariować. Pałac został dotkliwie dotknięty pożarem, a nawet dwoma. Najpierw w 1803 roku, później w 1944, kiedy to Niemcy podłożyli w nim ogień, który przez dziesięć dni trawił pałacowe komnaty.

pavlovsk-0193

pavlovsk-0201

pavlovsk-0200

Żeby ‚z przytupem’ zakończyć naszą wycieczkę, nad Pawłowsk nadciągnęły chmury. I to jakie. Bardzo solidne chmury, z których lunął solidny deszcz. Pioruny waliły chyba w samym parku, bo nie było przerw między błyskiem a grzmotem, więc chowanie się pod drzewami, co czynili niektórzy, byłoby skrajną głupotą. Próbowałyśmy biec, ale niewiele to zmieniło, bo po niecałej minucie miałam mokre wszystko (i naprawdę mam na myśli wszystko). Z rękawa kurtki przeciwdeszczowej woda wylewała się jak z runny, cała zawartość plecaka (w tym aparat i pieniądze w portfelu) była mokra, moje kupione dwa dni wcześniej białe tenisówki były czarne od błota (prałam je w Vanishu przez trzy dni). A my… śmiałyśmy się jak głupie. Może było potem trochę niewygodnie w pociągu, może plecy kleiły się do siedzeń w metrze, może stopy miałam odparzone, ale… warto było.

pavlovsk-0197

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s